wtorek, 17 października 2017

MASŁO ORZECHOWE crunchy
100%
 Masło orzechowe. Miłości moja :) Dzisiaj przychodzę z kolejnym słoikiem masła firmy nutura. Na blogu pojawił się już wpis z kokosową wersją tego smarowidła TUTAJ. Dzisiaj - klasyka wyłania się do testu.
 Masło, jak widać na etykiecie, składa się tylko i wyłącznie z orzechów arachidowych. Jeżeli lubicie masła z dodatkiem soli, cukru, czy z olejem palmowym - nie, nie tutaj. Na szczęście! Słoik mieści w sobie prawie pół kilograma szczęscia. Na wierzchu, po otwarciu widać oddzielający się olej. Dla mnie zawsze jest to dobry znak rozpoznawczy dla naturalnych maseł z orzechów. 
Masło to jest w wersji crunchy, co zapowiada nam, że znajdziemy w nim kawałki orzeszków. Czy tak jest? Czasami producenci zaznaczają, że masło jest crunchy, a w całej zawartości słoika znajdziecie tylko kilka chrupiących elementów. Firma nutura wiedziała, kiedy przestać mielić masło. Ilość i wielkość kawałków orzechów jest tu idealna. Jest ich bardzo dużo, nie są za małe, ani za duże. W przypadku masła od firmy primavika można natknąć się nawet na całego orzecha.. :) Masełko jest słodkie, nie jest mdłe. Zjadłam je w ciągu 3 dni, co świadczy o tym, że trafiło do mnie na listę tych lepszych. Widziałam, że ta firma ma więcej produktów, maseł. Ah, chciałoby się wszystkich spróbować. Zwłaszcza tego z chilli :) 
Teraz chyba nutura ma jakieś nowości w ofercie, batony? Próbowaliście? 
Masło z orzechów włoskich? Laskowych? Ah, rozmarzyłam się smakiem :)

sobota, 14 października 2017

CZARNA
CZYLICHAŁWAChałwa lniana już nie raz pojawiła się na moim blogu. Niedawno opisywałam nowość z oferty producenta, cytrynową chałwę z dodatkiem czekolady. TUTAJ znajdziecie recenzję.  Poza tym na blogu macie jeszcze kilka innych recenzji różnych wariantów smakowych, jakie GACJANA ma w swojej ofercie.

Jak wiecie, miłośniczką chałwy lnianej jestem od dawna! Niestety, nie mogę jej nigdzie dostać stacjonarnie. Pamiętam, jak kupowałam ją w już nieistniejącym sklepie ekologicznym w swojej miejscowości za 5 złotych. 
Czarna: wiórki kokosowe, żurawina suszona i kandyzowana (żurawina, cukier trzcinowy, olej słonecznikowy), orzechy arachidowe i miazga arachidowa, ksylitol, siemię lniane 11,2%, cynamon, przyprawa korzenna.
Kostki i konsystencja czarnej chałwy są identyczne, jak we wcześniej opisywanych wariantach. No, może jest odrobinę bardziej 'sucha'. Podejrzewam, że to za sprawą wiórek kokosowych, które wchłonęły wilgoć suszonych owoców - w tym wypadku żurawiny. I to właśnie smak żurawiny wiedzie tutaj pierwsze skrzypce. Jeżli chodzi o kokos, czuć jego bardzo delikatną, kwaskowatą nutkę. Cynamon jest prawie niewyczuwalny.
Trochę mnie zdziwił brak chilli jako dodatek do produktu. Jeżeli klient chce spróbować chałwy z chilli - dobrze, aby miał tę przyprawę w domu. Mi osobiście nie przypadło to połączenie do gustu. Zdecydowanie wolę chałwę lnianą w jej czystej postaci, fajnie jest czuć ten żurawinowy, kwaskowaty posmak z nutą słodyczy.

Chałwę tę polecam, chociaż może bez dodatku chilli. Albo polecam sięgnąć po zwykłą żurawinową, cytrynową czy którąś z wersji dla dzieci - z czekoladą! :)


Reaktywacja bloga? Tak brakuje mi pisania. Myślę, że wrócę do tego. Jestem w Anglii, mam dostęp do różnego rodzaju fajnych produktów. Gdy wrócę, mogę o nich naskrobać :) Ktoś tęskni? :)

niedziela, 26 lutego 2017

Mielone vege!
BeVege
Na Polskim rynku od jakiegoś czasu pojawia się coraz więcej produktów przyjazych wegetarianom, jak i osobom będących na diecie wegańskiej. Przykładem mogą być produkty z Kauflandu - tofu, wegańskie jogurty, wegetariańskie żelki. Niedawno również swoje produkty na rynku rozpowszechnia firma BeVege, która w swojej ofercie ma wiele zamienników mięsa dla wegetarian, a ja dostałam trzy produkty do przetestowania. 
Firma BeVege ma w swojej ofercie produkty, jakich jeszcze na naszym rynku nie było! Wegetariańskie mielone, burito, pasty kanapkowe i pieczone pasztety. Ja najbardziej ciekawa byłam wegetariańskiego mielonego, które zostało zrobione przy użyciu białka jaj oraz białka grochu. 
Mało kto rodzi się wegetarianinem. 
Wegetarianinem się zostaje. To zmiana, która wymaga pewnego wysiłku. Zastanowienia, co i jak jeść. W jaki sposób odejść od mięsa, aby organizm nie potraktował tego jako braku, ale jako dar. Tym cenniejszy, im trwalszy. Marka BeVege powstała po to, by ułatwiać tę zmianę. Bo ona sama też jest zmianą. Zmianą na rynku, na lepsze.
- http://bevege.eu/o-nas/ 
Melone Wege to wyrób homogenizowany, drobno rozdrobniony oraz wyprodukowany z dodatkiem oleju rzepakowego oraz białka grochu.

SKŁAD: woda, olej rośliny rzepakowy, białko grochu, białko jaja w proszku, aromaty, substancja zagęszczająca, przyprawy, maltodekstryna, cukier.

Nie wiem jak powinien się prezentować idealny skład takiego produktu, ale moim zdaniem, prezentuje się przyzwoicie. Ja się tutaj nie zamierzam niczego doczepić. 
 Opakowanie zawiera 250 gramów mielonego. Z wyglądu faktycznie przypomina mięso mielone. Jest jednak w zupełnie innym, jasnym, a wręcz bladym kolorze. Na szczęście nie jest wyglądu prawdziwego mielonego!
 Po otwarciu czuć przyjemny zapach. Ale nie mięsny. Dla mnie jest to zapach pieczonego pasztetu ze strączków, bez wyraźnie wyczuwalnych przypraw. Struktura jest wilgotna, delikatna, lekko lepka i krucha. To sprawia, że fajnie formuje się coś z tego wyrobu bez użycia dodatkowych 'sklejaczy'. 
 Na surowo przyznam, że nie próbowałam. U Ani czytałam, że w smaku jej siostra stwierdziła, że przypomina kurczaka. Nie potwierdzę tego, ponieważ mięsa nie jem już 12 lat, nie pamiętam jak smakuje kurczak, jedynie znam jego zapach. Za mięsem nie tęsknię, nie potrzebuję jego zamienników, ale przyznam, że to świetna opcja na urozmaicenie swojego jadłospisu na diecie wegetariańskiej. Ja zdecydowałam się na przyrządzenie pietruszkowych koletów mielonych w towarzystwie ziemniaczków, sałaty oraz kapusty kiszonej :)
 PRZEPIS na PIETRUSZKOWE, WEGETARIAŃSKIE KOTLECIKI MIELONE:
150 gramów mielonego wege
mały korzeń pietruszki, obrany i starty na drobnych oczkach
mała cebula pokrojona w drobną kostkę(można wcześniej ją podsmażyć)
przyprawy: u mnie łyżeczka suszonej natki pietruszki, ostra papryka, szczypta pieprzy, szczypta soli, odrobina ostrej papryki, kilka kropel sosu teryiaki.

Wszystkie składniki razem mieszamy, formujemy zwilżonymi dłońmi małe kotleciki i smażmy je na oleju kokosowym(bądź innym tłuszczu). U mnie pod przykryciem, na bardziej złoty kolorek.
Takie mielone smakuje niesamowicie. Mielone po usmażeniu nabrało fajnego, słodkiego posmaku. Było bardzo delikatne, fajnie zgrało się z pietruszką. Tak samo jak w przypadku zapachu, tak i w smaku przypominało mi jakiś pieczony, wegetariański pasztecik.
Dla mnie produkt bardzo na +, fajnie smakuje, fajnie i szybko można coś przygotować i mam niesamowitą liczbę pomysłów na wykorzystanie mielonego wege. Tylko produktu mi nie starczy! W moim Netto nie ma, a Auchan nie mam, ale liczę, że z czasem będzie dostępne w tym pierwszym! :)


wtorek, 24 stycznia 2017

PRIMAVIKA
MIX ORZECHOWY crunchy

Masło, masło, nudna się staję, co? Ale cóż poradzę, że na rynku jest ich tak duży wybór, a ja próbuję każdego nowego sprawdzając jego smak i jakość. 
Robiąc zamówienie w jakimś sklepie Internetowym natknęłam się na masło z Primaviki, a właściwie to na mix orzechowy crunchy. Szczerze, to unikam maseł tej firmy. Zawiodłam się na tahini, które było gorzkie i na maśle migdałowym, które smakowało, jakby orzechy użyte do jego produkcji było zjęłczałe. Dlatego masła z nerkowców nie kupiłam, tak jak i masła z orzechów laskowych. Mimo wcześniejszych porażek wrzuciłam ten mały słoiczek do koszyka, na próbę. Dam szanse tej firmie. Ostatnią ;) 

Zacznę od tego, że słoiczek jest bardzo mały. Jego gramatura to zaledwie 185 gramów za cenę około 15 złotych. No, moim zdaniem trochę wygórowana cena, ze względu na skład. A dlaczego? 
SKŁAD: orzeszki arachidowe prażone 49%, orzechy nerkowca smażone 25% (orzechy nerkowca, olej palmowy), migdały prażone 15%, orzechy laskowe prażone 10%, sól morska.

Dlaczego czepiam się tutaj składu? Ponieważ jest w nim olej palmowy. Nigdy nie zrozumiem producentów, którzy do tłuszczu dodają tłuszcz. Po co? Przecież orzechy mają swój naturalny olej i nie potrzebne jest wzbogacanie go o dodatkowy olej palmowy. Ale skład ma również swoje plusy: różnorodność orzechów - fistaszki, nerkowce, migdały i orzechy laskowe. Dodatek soli mi nie przeszkadza, chociaż przyznam, że wolę masła bez jej dodatku. Przyzwyczajenie. 
Po otwarciu słoiczka widać wydzieloną frakcję oleju. Jest jej niewiele, a masa orzechowa jest bardzo zbita. Ciężko było mi wymieszać ten tłuszczyk, gdyż słoik mały i pole manewru było ograniczone. Trochę mi się wylewało i trochę czasu zajęło. Ale z efektu końcowego byłam zadowolona. Chociaż wolę bardziej płynne masła, to z uwagi na to, że to wersja crunchy, odpowiadała mi ta konsystencja. 
Byłam niesamowicie zdziwiona tym, jak dużo kawałków orzechów znajduje się w produkcie. A w dodatku JAK DUŻE one są. Nigdy nie spotkałam się masłem crunchy, gdzie są niezmielone fistaszki, a nie tylko ich drobne kawałki. I nie żartuję, masło miało naprawdę sporo sztuk orzeszków będących w swojej pierwotnej formie, niezmielonej. Poza tym masa innych, mniejsych kawałków orzechów. Osobiście uważam, że takie duże orzeszki w maśle to trochę przesada, bo mam wrażenie, że nie było one odpowiednio długo mielone, ale z drugiej strony, może ktoś inny będzie zachwycony takim rozmiarem i stopniem chrupania :) Np. do owsianki może być taka wersja idealna. 
A przechodząc do końcowej oceny, smaku, chciałabym zaznaczyć, że mimo minusów w składzie i trochę konsystencji, masło jest bardzo smaczne! Tłuste i pozbawione goryczy, którą czułam w innych produktach Primaviki. Poza tym, na plus - mocno wyczuwalne orzechy nerkowca. Naprawdę czuć, że  były one użyte. Fistaszkowe masło nabrało fajnego, maślanego smaku od nerkowców. Migdały i laskowe nie były wyczuwalne tak, jak pozostałe orzechy, ale mimo to, zadowolił mnie poziom wyczuwalności nerkowców i brak jego stłumienia przez arachidy.
To jedyne masło Primaviki(z tych, które miałam okazję jeść), do którym jestem skłonna wrócić. Jest o niebo lepsze od masła NutVit, które było porażką. Ale będę szukać innego mixu, naturalnego, idealnego pod względem składu i konsystencji. 

piątek, 20 stycznia 2017

Witam, witam! 

Kilka dni temu dostałam przemiłą widomość od pewnej firmy, któ®ej produkty już tutaj były recenzowane. Odkąd pierwszy raz kupiłam ten smakołyk w sklepie ze zdrową żywnością w moim mieście - przepadłam. Niestety, ale stacjonarnie juz nie mogę kupić owej rzeczy, gdyż sklepik został zamknięty. Mowa tutaj o produktach GACJANA, czyli producentów chałwy lnianej. Przemili Państwo wraz z Nowym Rokiem złożyli mi życzenia i zaproponowali, że wyślą mi moje ulubione smaki chałwy. Tak się złożyło, że firma GACJANA wypuściła na rynek nową chałwę - z gorzką czekoladą, teoretycznie skierowaną dla dzieci, a więc mój wybór padł na ten wariant. 
 Następnego dnia od otrzymania wiadomości kurier zapukał do moich drzwi z paczką, w której znajdował się przepięknie zapakowany prezent, w którym była chałwa.
Zawartość naprawdę ładnie się prentowała! Byłam bardzo zaskoczona. W środku znajdowały się dwa opakowania chałwy Sezamka oraz Cytrynka.  Opakowania bardzo urocze, kolorowe, z pewnością przykują uwagę nie tylko dzieci, czego jestem doskonałym przykładem.
 W chwili odpakowania paczki niemalże odrazu przystąpiłam do testowania chałwy cytrynowej. Jak już wspominałam, jest to nowość, gdyż to tradycyjnej chałwy lnianej cytrynowej dodano czekoladę. A ja jestem czekolado-holikiem :) Ok, jestem bardziej uzależniona od maseł orzechowych.. :D
 W środku pakowania tradycyjnie - plastikowy pojemniczek wypełniony małymi kostkami chałwy. Tutaj dodatkowo oblane czekoladą. 100 gramów zdrowej słodyczy!
 SKŁAD: żurawina suszona i kandyzowana(żurawina, cukier trzcinowy, koncentrat soku z czarnego bzu), orzechy arachidowe i miazga arachidowa, siemie lniane (11,2%), gorzka czekolada, cytryna. 

Jak na chałwę o smaku cytrynowym, to nie spodziewałam się, że cytryna zajmie ostatnie miejsce w składzie produktu. Pod względem składu, nawa powinna być bardziej związana z żurawiną, czyż nie? :)
 Zapach typowy dla suszonej żurawiny. Słodki, ale z wyczuwalnym zapachem czekolady. Kostki chałwy były wilgotne, czekolada nie rozpuszczała się pod wpływem ciepła dłoni. Na plus - nie obrudzicie się podczas zajadania. Ale jak ze smakiem? 
 Zarówno w składzie, zapachu jak i smaku, główną rolę gra tutaj żurawina. Chałwa jest słodka, ale z wyczuwalną nutą kwasku. Ciężko mi stwierdzić, czy kwaśność ta pochodzi od dodatku cytryny, czy od żurawiny, jednak głównie czuć tutaj słodycz. Dodatkowo jest ona lekko zgaszona przyjemną, idealną warstwą gorzkiej czekolady. Jeżeli nie próbowaliście połączenia żurawiny z czekoladą, to ja serdecznie polecam, gdyż ta kobinacją smaków niesamowicie przypadła mi do gustu! I ta gliniasta konsystencja. Polecam jeść tę chałwę prosto z lodówki! :) Nie mogę się doczekać, aż spróbuję Sezamki, a Ty? :)
Cytrynka podbiła moje kubki smakowe. Cena takiej paczuszki to 10zł. Droższa niż zwykła chałwa lniana mimo tej samej gramatury, ale mamy tutaj dodatek czekolady.

Bardzo dziękuję za ten prezent firmie Gacjana. Zapraszam Was wszystkich na stronę producenta TUTAJ.

Paczuszkę dostałam bezinteresownie od firmy, jednak musiałam podzielić się z Wami moją opinią! :)

środa, 28 grudnia 2016

BROWNIE
 Brownie to jedno z moich ulubionych ciast, aczkolwiek jak wiemy, tradycyjne do najzdrowszych nie należy. Pamiętam jak je robiłam, masa margaryny, cukru, czekolady. Ale jeszcze ciepłe było tak obłędnie smaczne, wilgotne w środku, rozpływające się w ustach. Oczywiście z biegiem czasu zaczęłam robić zdrowsze wersje tego wypieku - z fasoli, z cukinii i z buraka. Wartościowe, a równie pyszne! A jak ten popularny wypiek serwuje nam ekipa Legal Cakes? 
 Zacznijmy od tego, że baton jest pokaźnych rozmiarów. Jest zbity i ciężki. Podstawowe składniki, z których jest on zrobiony to kasza jaglana i fasola, które świetnie sprawdzają się w wypiekach. Wiem z doświadczenia. A poza tym mamy już tylko kakao, odżywkę białkową oraz banany i wanilię. 
 Pierwsze co poczułam, gdy już wyjęłam delikwenta z opakowania, to mocny zapach bananów i kakao. W poprzednim wpisie już wspominałam, że w wypiekach od Legal Cakes bardzo intensywnie czuć banany. Baton był przyjemnie zbity i wilgotny. Miał fajną, typową dla ciast z fasoli konsystencję. Był odpowiednio słodki. Wanilii nie wyczułam, ale szczerze, to wcale mi to nie przeszkadzało. 
Połowę batona zjadłam schłodzonego, prosto z lodówki i polecam tę opcję, ale w te zimowe wieczory polecam podgrzać ciasto w mikrofalówce, jest jeszcze bardziej intensywne w smaku, a ciepłe jeszcze szybciej rozpływa się w ustach! 

poniedziałek, 19 grudnia 2016

MASŁO Z PIECZONYCH MIGDAŁÓW
MASLOVE
 Masła z migdałów zapewne są Wam znane, prawda? Bo kto nie zna kalifornijskich migdałów? Każdy zna! Ale, ale, UWAGA! Maslove doskonale wie, że ta odmiana migdałów jest tak powszechna, że należy urozmaicić rynek i nie dość, że migdały pochodzą z AUSTRALII, to w dodatku, przed zmieleniem ich na masło są troskliwie pieczone! 
 Masło to jest od niedawna dostępne. Już Wam opisywałam dwa pozostałe masła od Maslove, które miałam okazję testować. TUTAJ oraz TUTAJ, a więc zapraszam :)

Zanim zacznę opisywać sam produkt to zaznaczę, że producent tego masła, Pan Maciej, to bardzo uprzejmy i ciepły człowiek. Masło kręci z pasją, ceni sobie kontakt z klientami i bardzo przyjemnie prowadzi się z Nim rozmowy. Pozdrawiam serdecznie! :) 
 Masło z pieczonych migdałów jest tej samej gramatury, co masło z nerkowców z dodatkiem kokosa - 200 gramów. Jak już wspominałam, producent migdały sprowadził aż z Australii i migdały te to bardzo słodka odmiana. Już zapach jest delikatnie słodki i orzechowy. 

Jeżeli chodzi o masła z migdałów to każde, jakie miałam okazję jeść, było ciężkie do rozmieszania, albo suche czy gorzkawe. Miały one mocno marcepanowy posmak, a cena wygórowana. Tutaj mamy do czynienia z bardzo płynną, lejącą konsystencją. Nawet nie musiałam mieszać masła, gdyż produkt jest robiony na bieżąco i nie ma mowy, aby dostać jakiś towar kiepskiej jakości. Maslove bardzo starannie mieli masła i zawsze są idealnej konsystencji. Przynajmniej dla mnie jest ona wymarzona. Jeżeli masło stoi dłuższy okres czasu, to przeważnie olej się oddziela i zbiera na wierzchu produktu, a tutaj? Można jeść odrazu po otwarciu pojemniczka! 
To masełko to prawdziwy sztos i z pewnością kupię je ponownie. W moim rankingu masełkowym zajęłoby pierwsze miejsce na równi z masłem z orzechów laskowych.

niedziela, 18 grudnia 2016

Szyszka
Legal Cakes
 Batony od Legal Cakes dostałam już bardzo dawno, a zdjęcia i recenzja jeszcze dłużej czeka na opublikowanie. To wszystko ze względu na zmianę komputera i zaginięcie zdjęć wraz z dyskiem przenośnym, na którym to była cała zawartość poprzedniego laptopa. Ale już mam, nadrabiam. Dzisiaj - SZYSZKĄ! 
 Nazwa przypomina mi pewien 'deser' z dzieciństwa, a raczej taką 'szkolną przekąskę', która miała formę jaja(miała być szyszka), a składała się z preparowanego ryżu, miodu czy innego lepkiego słodzidła. Była bardzo słodka, lepka i jak już trochę poleżała na sklepowych półkach - to żująca. No a jak się ma ten potworek z przeszłości do batona od Legal Cakes o tej samej nazwie?
 Zacznijmy od składu, gdyż jak wiadomo, producenci Szyszki specjalizują się w zdrowych batonach, które są pożywne, wartościowe i wzbogacone o dodatkową porcję białka. Baton Szyszka składa się z: ekspandowanej kaszy jaglanej, ryżu ekspandowanego, odżywki białkowej, bananów, miodu oraz kakao. 

Przyjazny dla oka skład, przyjazne makro dla osób zwracających na nie uwagę, a w dodatku bardzo zachęcający wygląd. No i zapach. Na pierwszy rzut, po otwarciu batona czuć banany i kakao. Banany  moim zdaniem przeważają w większości batonów od Legal Cakes jeżeli chodzi o ich zapach, ale mnie to zdecydowanie nie przeszkadza.
 Jeżeli chodzi o strukturę, to ciacho jest bardzo wilgotne, zbite i trzymające swoją formę. Nie rozpada się, nie kruszy. Fajna, brązowa barwa, którą zawdzięczamy kakao i nierównomierna struktura. Gdybym nie wiedziała, że jest tam kasza i ryż preparowany, to dałabym sobie rękę uciąć, że są tam orzeszki, ale te wypustki to zasługa ekspandowanych zbóż. 
Przechodząc do smaku ..w pierwszej kolejności poczułam oczywiście aromat bananów, ich słodycz w połączeniu ze słodyczą miodu okazała się fajnie wyrównana. Nie był to zbyt słodki kęs, a zrównoważony. Równie intensywny jest tutaj smak kakao, który wraz ze słodyczą poprzednich składników stworzył fajną, czekoladową spójność. Wyczuwalne były również ziarna ekspandowanej kaszy i ryżu. Nie czułam ich charakterystycznego smaku, bo szczerze powiedziawszy to one go nie mają, gdy jemy je solo, ale fajnie było czuć coś między zębami. Nie było to nic chrupkiego, gdyż wiadomo, ryż jak i kasza nasiąknęły resztą składników, ale nie stały się one sflaczałe i żujące, jak to czasami się zdarza w produktach zawierających ekspandowane ziarna. 
Ogólnie baton mi smakował, przyjemnie słodki(głównie czuć słodycz banana) i syty, także jak dla mnie fajnie sprawdził się na drugie śniadanie, a równie dobrze może się wpasować na podwieczorek :)

Przyznam, że mój faworyt to L'oreo <3 TUTAJ recenzja :)

piątek, 16 grudnia 2016

MASŁO ORZECHOWE Z DODATKIEM KOKOSA
 Zacznę dość nietypowo, ale od stwierdzenia, że czasami mam wrażenie, iż mój blog to kopalnia testów masła orzechowego. Nawet już nie liczę ile firm i rodzajów masła miałam okazję spróbować. Na naszym rynku pojawia się, na szczęście, coraz więcej firm produkujących masło orzechowe. Np. genialne Maslove, które już tutaj opisywałam, czy np. dzisiaj prezentowana firma nutura.
 Producenci masła orzechowego nutura mają w swojej ofercie aż sześć rodzajów masła - z różnymi nietypowymi dodatkami jak chilli, kokos, rodzynki czy takie, które ma zwiększoną ilość białka w składzie. Ja już jakiś czas temu dostałam dwa słoiczki masła, jednak nie miałam okazji Wam jeszcze ich przedstawić, ale testować - jak najbardziej! Dostałam masło z kokosem i wersję naturalną, z kawałkami orzeszków. Zaczęłam jednak od smaku, który mnie bardzo ciekawił - fistaszki i połączenie ich z intensywnym kokosem. 
 Dodam tutaj, że połączenie orzechów z kokosem pokochałam dzięki Maslove i ich masełku z nerkowców z kokosem, o którym przeczytacie TUTAJ. A jak to wyszło w przypadku masła od nutura? 

Zacznijmy od tego, że w tym słoiczku nie znajdziemy nic poza orzechami i wiórkami kokosowymi. Zero dodatkowego cukru, soli czy oleju palmowego. Całkowicie naturalny i przyjazny dla oka i żołądka skład :) 
Po otworzeniu wieczka czuć zapowiadany kokos i fistaszki. I to bardzo intensywnie. Masełko jest idealnie zmielone, a widoczne 'grudki' to wiórki kokosowe, które są intensywne w smaku, zapachu i jak widać - w konsystencji masła. Jest ono przyjemnie słodkie. Orzechowo - kokosowe. Bardzo delikatne. Mi niesamowicie przypadło do gustu. Chyba kokos i orzechy to zdecydowanie moje klimaty. Bardzo się cieszę, że tak fajnie i intensywnie możemy wyczuć tutaj ten dodatek wiórków, a nie widzimy ich tylko i wyłącznie w nazwie produktu. Chętnie kupię kolejny słoik i jeszcze chętniej spróbuję masła z dodatkiem chilli i z podwyższoną zawartością białka firmy nutura :)

Słoik tego wariantu smakowego kosztuje 15,99 złotych i możecie kupić je TUTAJ

czwartek, 15 grudnia 2016

Sojade
CZEKOLADOWY DESER Z KONOPI
 Wegańskie jogurty i desery Sojade są coraz popularniejsze i dostępne w coraz to większej ilości sklepów. Są to jogurty i desery robione na bazie soi, ale producent ma w swojej ofercie również desery na bazie konopi. Ciekawe, prawda? Tylko czy to smaczne? 
 Desery sprzedawane są w dwupaku i zawiera on dwa kubeczki po 100 gramów czekoladowego deseru.

SKŁAD: sok z konopi*82% (woda, nasiona konopi*4,2%),nierafinowany cukier trzcinowy*, skrobia ryżowa*, czekolada w proszku*2,5%(cukier*, kakao w proszku*), niskotłuszczowe kakao w proszku*, naturalny aromat czekolady*, substancje zagęszczające: mączka chleba świętojańskiego, sól, przeciwutleniacz:mieszanina tokoferoli(*certyfikowany składnik ekologiczny)

Moim zdaniem skład nie przedstawia się źle. Jest tutaj na pierwszym miejscu sok z konopi, deser słodzony jest cukrem trzcinowym. Na plus brak dodatku takich substancji jak syrop g-f. W zasadzie ja się nie będę tutaj niczego czepiać, bo jak na tego typu deser - nie jest źle. Tylko oby smak nie zawiódł. 
 Kształt kubeczka przypomina mi Danonki, które czasami jadło się jako dzieciak. Tutaj jednak gramatura jest nieco większa. Muszę przyznać, że wieczko to minus, bo ciężko się je odrywa. 
 Ale jak się już uporałam z otwarciem produktu, to odrazu poczułam zapach czekolady. Nie był to zapach mlecznej, słodkiej czekolady. W zasadzie to bardziej można by porównać to do naturalnego kakao. Bardzo podobny zapach do czekoladowych deserów sojowych Alpro.
Konsystencja również przypomina wcześniej wspomniane desery. Nawet kolor jest bardzo zbliżony, przyjemna barwa brązu. W smaku deser jest mocno kakaowy, z lekką goryczką. Mimo cukru na drugiej pozycji w składzie wcale nie był dla mnie za słodki. Był wręcz idealnie wyważony. Smak mi się kojarzył z czymś wodno-kakaowym. Nic poza kakao nie było tutaj wyraziste. Żadnej konopii nie wyczułam. Gdyby był do deser na bazie mleka - byłoby czuć mleczno-kakaowy smak. Tak samo w przypadku soi. A tutaj raczej głównego bohatera - konopii, czuć nie było. Chociaż mimo wszystko, deserki mi smakowały. I mają w miarę przystępną cenę: 6,27 zł TUTAJ

Są też inne, owocowe smaki na stronie biogo.pl ale ja osobiście nie lubię owocowych deserów :)