piątek, 15 grudnia 2017

Grześki
cukierki w czekoladzie
Goplana

Witam serdecznie, znowu, po krótkiej przerwie. Wyjazd i brak czasu uniemożliwiły mi publikowanie postów. Ale jestem. Ja i masa nowości, z zagranicy, jak z Polski. Pierwsze dni z powrotem, pierwsze zakupy w ulubionej Biedronce (:D) i już napotkałam się na produkt, któy odrazu trafił w moje ręce. A mowa o cukierkach Grześki. Znacie te kultowe wafelki, prawda? Ja od dziecka uważam je za moje ulubione. Nie ma na naszym rynku żadnego wafla, którego czekolada byłaby tak wyróżniająca się, jak ta w Grześkach. A co Goplana nam proponuje jeszcze? Cukierki, w czekoladzie! Grześkowe! :) Ciekawi, jak smakują, jak się prezentują, jaką mają konsystencję? 


Otóż zacznę od tego, że składu Wam nie podam, na papierku on nie występuje. Kaloryczność także, ale kto patrzy na kalorykę :) 


Cukierki są sporych rozmiarów, są ciężkie. Ich opakowanie jest w tej samej barwie, co klasyczne, czekoladowe Grześki. Czcionka, napis - również ten sam. Cieszę się, że w klasyce pozostali. 


Odwijając papierek pierwsze co zrobiłam, to wąchałam. Dla mnie Grześki mają jedyny, specyficzny zapach. I ..cukierek miał identyczny! Jakbym miała zamknięte oczy, to z pewnością bym odgadła, z jakim produktem mam do czynienia. Fajny, czekoladowy zapach z lekką goryczką. No, zapach Grześka. 


Cukierek był sporych rozmiarów. W mojej wyobraźni przekrój wyglądał iście wafelkowo. Przełożone kremem cienkie wafle oblane Grześkową czekoladą. Też tak sobie to wyobrażacie? :)


Nic bardziej mylnego. Przekrojony cukierek wyglądał coś jak Michałki duo. Jego wnętrze podzielone zostało na dwie warstwy. Jasną i ciemną. Konsystencja też porównywalna do wcześniej wymienionych cukierków, jednak w moich odczuciach - bardziej krucha, sucha(?).
W smaku nie odczułam jakiejś różnicy między nimi. Co dziwne, naprawdę cukierki smakowały jak wafelek. Może pozostawiały taki dziwny, tłustawy posmak. Ale ogólnie? Moim zdaniem smaczne, bo bardzo przypominają produkt, z jakim mi się kojarzą. 

A Wy? Dorwaliście? Spróbowane? Jaką macie opinię na temat tego czekoladowego cukierka? 

niedziela, 3 grudnia 2017

Chrupany
Słonecznik w kruchej skorupce - PanSnack

Witam, witam! Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym produktem firmy PanSnack. Tym razem - odbiegamy od ryżowych przekąsek. Jednak fajni chrupiących dodatków niech się nie załamują. Znowu będzie co chrupnąć.


Słonecznik w kruchej skorupce, czyli CHRUPANY, to nic innego jak ziarna słonecznika, które zostały poddane procesowi prażenia i uzyskały aromatyczną, kruchą skorupkę. Opakowanie jest z pozoru małe, ale ma 70 gramów uprażonych ziarenek. 

Warianty smakowe. Tutaj firma nie daje nam wyboru. Ale można zamiast słonecznika zdecydować się na inne warianty Chrupanego 
  • Chrupany Zmixowany (mieszanka prażonych orzechów ziemnych, orzszka w skorupce, prażonej kukurydzy i cieciorki)
  • Orzeszek w kruchej skorupce
  • Orzeszek w kruchej skorupce na słodko

Skład jest moim zdaniem trochę długi. Wiadomo, że nasiona prażone, w skorupce, nie należą do najzdrowszych, ale za to przyznajcie, każdy lubi od czasu do czasu pochrupać coś, co ma bardziej intensywny smak. 


A smak Chrupanego? Zapach? Zapach jest mocno słonecznikowy, ale czuć tutaj już również oleistość. Chociaż słonecznik jest obdarowany mieszanką przypraw, to nie zakłóca ona klasycznego smaku tego nasiona. Zapewniam Was, każdy by z zamkniętymi oczami wyczuł, że to słonecznik mimo, że poddany został prażeniu i posiada skrobiową skorupkę. Szczerze? Nigdy wcześniej nie jadłam słonecznika w skorupce, tylko głównie orzeszki. Lubię, ale częściej jednak sięgam po masło orzechowe. Obsesja :) 


Tutaj zaskoczył mnie intensywny, fajnie doprawiony produkt. Malutkie ziarenka, intensywnie żółte, ekstremalnie chrupiące. Solo można wcinać bez problemu - tylko radzę uważać, małe te ziarenka i łatwo skończyć całą paczkę szukając jeszcze reszty. Ale według mnie to jeden z lepszych dodatków do zup typu krem czy do sałatek - ze względu na ich fajny smak i ze względu na świetną chrupkość. Ja nawet dodałam je sobie do serka wiejskiego!


Tak mnie ciekawi, jak często sięgacie po prażone w skorupkach ziarna, orzechy? Do czego dodajecie? Czy lubicie wcinać je przed ulubionym filmem/serialnem, a może ..pisząc bloga? :) 

środa, 29 listopada 2017

 Ou Yes!
cebula & śmietana

 Będąc dzieckiem miałam niezłą zajawkę na bardzo słoną, chrupiącą przekąskę - bake rolls'y o smaku pizzy. Od pewnego czasu, dłuższego w zasadzie, już po nie nie sięgam. Zawładnęły mną ryżowe chrupacze i ..odrobinę delikatniejsze. PanSnack ma w swojej ofercie pieczone talarki w kilku smakach: serowe, cebula i śmietana, czosnek i śmietana. Ja na pierwszy ogień wzięłam właśnie smak cebulki i śmietany. 


Opakowanie zawiera 75 gramów talarków. Na obrazku widzimy sporych rozmiarów, mocno wypieczone krążki. I takiego widoku się spodziewałam. Po otwarciu nie czuję żadnego mocnego, specyficznego zapachu. Widzę małe, cieniutkie krążki chleba. Raczej zbliżonych rozmiarów. Niektóre posiadały dziurkę po środku, inne nie. Pierwsza myśl 'myślałam, że będą większe!'. Ale ta ich mikroskopijność bardzo mi się spodobała. 


Suche, fajnie wypieczone. Lekko blade, jednak krawędzie fajnie przypieczone. Nie są tłuste i na palcach nie zostaje ani tłuszcz - ani przyprawy. Idealnie chrupiące, ale ..no cóż, brakowało mi tu bardziej intensywnego smaku. Słabo wyczuwalna nuta smakowa. Szkoda, bo produkt naprawdę fajnie wykonany, wykończony. Tylko albo ja za bardzo lubię intensywne smaki, dużo przypraw, albo faktycznie - czegoś tutaj zabrakło? 


Ciekawi mnie, czy pozostałe smaki będą bardziej aromatyczne. Mam jeszcze dwa do przetestowania. A może ktoś z Was miał okazję już jeść? Podzielcie się wrażeniami. Albo ..który wariant smakowy chcielibyście zobaczyć na blogu jako pierwszy? Chętnie dostosuję wpis do Waszych preferencji.

A tymczasem, zajrzyjcie na stronę producenta i może wpadnie Wam coś w oko, co macie w okolicznych sklepach :) PANSNACK

niedziela, 26 listopada 2017

 Day Up
+ Pearls

O ile się nie mylę, to desery Day Up są już od dłuższego czasu na rynku. Szczerze? Nigdy żadnych nie próbowałam, jakoś mnie nie ciągnęło. A więc co się zmieniło, że wzięłam na próbę tę nowość? Fajny design, wiadomość, że jest to produkt wegański, a w dodatku z kakao i tapioką, której nigdy nie miałam okazji jeść. 

Już następnego dnia, z rana, zabrałam się za konsumpcję tego deseru. Wersja smakowa, jaką wybrałam, to jabłko, banan, morela, kokos. No i oczywiście dodatek tapioki i kakao. 


Produkt ma fajną gramaturę na małą przekąskę - zaledwie 100 gramów. I ta gramatura dostarcza nam 127 kcal.

SKŁAD: puree owocowe 76.5% (jabłko 29.5%; banan 26%; morela 21%),mleczko kokosowe 16% (ekstrakt kokosa 80%; woda 20%), perły tapioki 4%, wiórki kokosowe 2%, odtłuszczone kakao 1.5%.

BEZ DODATKU CUKRU! :)

Po otworzeniu tubki czuję bardzo delikatny, kakaowo bananowy zapach. Pierwsza próba deseru nastąpiła prosto z tubki. Wyczułam fajną, delikatną tłustość, która z moich wniosków wynika z mleczka kokosowego. Następnie wyczuwalna nuta banana i oczywiście, dominujące kakao, które mimo wszystko, w składzie jest na końcu. 

Przy konsumpcji poczułam, że deser nie jest gładki i typowo 'musowy'. Ma wyczuwalne kulki - tapioki. I ja mimo, że żadnych grudek w spożywanych produktach nie lubię, tak tutaj mi to pasowało i przyjemnie się te kuleczki jadło. Następnie zdecydowałam się przyjrzeć deserowi, jego konsystencji.

Przepraszam za zdjęcia, może produkt 'od środka' już nie prezentuje się tak zachęcająco, ale lubię Wam pokazywać wnętrza opakowań. 


Kolor wyraźnie brązowy z widocznymi (chyba), drobinkami niewymieszanego kakao. Również widać przeźroczyste kuleczki tapioki. Deser jest bardzo gęsty, pozostaje w postaci, w jakiej się go wyciśnie. Przyjemny, tłusty. Słodki od naturalnych owoców - banana, moreli, jabłka (ono w smaku nie jest moim zdaniem wyczuwalne:)). 

Ogólnie nie jadłam nigdy żadnego musu, który miałby tak stałą konsystencję. Jego gęstość mnie zszokowała na plus. Całość mi smakowała bardzo. Pisałam, że zabrałam się za test rano, bo ten deser posłużył mi jako dodatek na mojego porannego omleta.

Day Up + Pearls był dostępny w Biedronce. Nie pamiętam ceny, ale chyba coś koło 3 złotych. Polecam spróbować. Ja się chyba skuszę na inne smaki :) 

środa, 22 listopada 2017

powercrunch
baton proteinowy

Niedawno, po długich namysłach, zdecydowałam się na zakupy w sklepie guiltfree.pl.  Zamówiłam batona, który bardzo mnie intrygował już od długiego czasu, a także proteinowe chipsy ProTings, które jak zobaczycie na stronie - do najtańszych nie należą. Przesyłka mnie zdziwiła, bo mimo trzech paczek chipsów, była mała. Okazało się, że paczki są pogniecione, pozbawione powietrza, chipsy pokruszone. No szczerze? Zawiodłam się trochę na tym sklepie pod tym względem. Ale jak baton? 


A w zasadzie to mamy do czynienia z wafelkiem proteinowym, gdyż tak wskazuje na to jego wygląd, struktura. Ja skusiłam się na smak "cookies&cream". Jest to dość popularna wersja smakowa czekolad i wafli w USA czy w Wielkiej Brytanii.


Moje pierwsze wrażenie po otworzeniu wafla? Biała polewa bardzo uboga, widać prześwitujące, ciemne wafelki. Zapach przyjemny, mleczny, słodki. Ciasteczka oczywiście w zapachu nie były wyczuwalne, ale mleczność - owszem. Do tej kwestii powrócę przy opisie jak wafelek smakuje.


W dotyku, co dziwne, wafelek był dość lepki. Nawet opornie wysuwało się go z opakowania. W przekroju widać ładne, przemieszane ciemnie wafelki z jasnym kremem. Niczym zebra. Dla oka bardzo przyjemne. 
Po wgryzieniu się w naszego delikwenta wyczułam fajną, świeżą chrupkość. Szybko rozpływał się w ustach. Jednak ..białko wyczuwalne już na samym początku. Jasne, w końcu mamy styczność z batonem białkowym, powiecie. Racja, ale tutaj jest to bardzo proszkowy smak, specyficzny dość. Dodatkowo uderza nas duża dawka słodyczy i mam wrażenie, że wafelek w smaku jest nie tyle słodki, co zwyczajnie mdły. Jednak na plus - ciągle wyczuwalna jest mleczna śmietankowość. 


Po pogryzieniu wafla i przełknięciu, poczułam goryczkę. Taki after taste. Jednak zostaje ona szybko przezwyciężona przez słodycz batona, która tutaj króluje. Polecam jednak jeść tego wafelka w towarzystwie wody, bo suszy po nim. Ja konsumowałam w samolocie, wody nie miałam i usychałam z pragnienia :D Ale w przypadku produktów białkowych często zaleca się nawet popijanie dużą ilością płynu. 

Ogólnie? Baton ma plusy za strukturę, za fajną chrupkość, za mleczny smak. Trochę zbyt słodki, mdły, ale poza tym - zjadliwy. Szkoda, że drogi, bo kosztuje koło 10 złotych za 40 gramów. 

Szkoda, że chipsy proteinowe, które kupiłam z myślą o recenzji doszły w stanie, w jakim doszły, ale mam inne chrupacze w zanadrzu do zrecenzowania. 

Poza tym, postanowiłam dodawać posty w każdą środę oraz niedzielę tygodnia. Planuję przebudowę bloga, a także nowe wpisy typu - moje zakupy, ulubieńcy :) 

niedziela, 19 listopada 2017

Chyży Chips
papryka - PanSnack

Ostatnio, TUTAJ, opisywałam Wam przekąskę firmy PanSnack - CHYŻY RYŻ. Dzisiaj przychodzę z kolejną, ryżową alternatywą chrupaczy, a mianowicie Chipsów o smaku paprykowym. 


Chipsy, bo tak mówi na nie producent, wykonane są głównie z pełnoziarnistego, brązowego ryżu. Skład podobny do chyży ryż, gdyż tak samo na pierwszym miejscu mamy ryż, a dalej oliwę, aromaty.  Powinny być cienkie i chrupiące. No, tak zapewnia nas producent. Sprawdźmy! 

Opakowanie zawiera 60 gramów produktu.  Paczka lekka, ale obfita w zawartość. Po otwarciu czuć fajny aromat przypraw. Głównie słonawy. Nie czuję zapachu oleju i smażenia, jak to zwykle bywa w przypadku otworzenia standardowych, ziemniaczanych chipsów.


Nastawiona jestem na odrobinę cieńsze krążki niż w przypadku chyży ryż. A tutaj? Zaskoczenie! Niektóre chipsy były ekstremalnie cieniutkie, chrupiące. Fajnie wypieczone. Mają one różnorodną formę. Tzn. wróć. Wszystkie są cienkie, okrągłe. Niektóre tylko mają wybrzuszenia, a inne są idealnie płaskie. W zasadzie, to tak, jak w standardowych chipsach. One też mają różne formy, prawda? 

A w smaku? Chrupiące, suche, ale nie tak, jak wafle ryżowe. Czuć tutaj lekką tłustość pochodzącą z oliwy z oliwek. Nie ze smażenia, bo chipsy te są pieczone. Słonawe, aromatyczne, z wyczuwalną, paprykową nutą. Niesamowicie mnie wciągnęły, cała paczka poszła za jednym razem. Kilka sztuk zostawiłam sobie jako dodatek do zupy krem - z groszku i brokuła. Powiem Wam, że idealnie się tam wkomponowały te Chipsy.


Mam jeszcze do spróbowania smak serowy. Ale szczerze, to czaję się na te z papryczką chilli i te z solą i pieprzem. To moje ulubione smaki. Może w moim Lewiatanie je dostanę. Wam też polecam poszukać, jeżeli lubicie chrupać :)


środa, 15 listopada 2017

SOLIGRANO
Ziarno pełne słońca

Jakiś czas temu otrzymałam paczkę od firmy Soligrano z ich nowymi, bio-ekspandowanymi ziarnami. 

Do tej pory bardzo często sama kupowałam produkty tej firmy, ale najczęściej był to orkisz albo te z dodatkiem miodu i owoców. Świetnie sprawdzały się jako dodatek do śniadań, jako przekąska, jako dodatek do zup czy do wypieków. Tutaj zwłaszcza chrupiący orkisz. 

"Soligrano to polska marka oferująca produkty ze zbóż ekspandowanych, które spełniają wysokie standardy jakościowe. "

W mojej paczce znalazłam:

  • ekspandowaną quinoę
  • ekspandowaną grykę
  • ekspandowany orkisz
  • ekspandowane jagły 

Szczerze? Poza QUINOĄ, której nie jadłam jeszcze w żadnej postaci - jadłam już wszystkie rodzaje ekspandowanych zbóż. Ale nie w wersji BIO. I wszystkie bardzo lubię. No, poza amarantusem, tego nie lubię i chyba już nie polubię. 


Produkty Soligrano stają się coraz bardziej przystępne. Ostatnio widziałam je bardzo często w Lidl, ba, nawet teraz była tam seria BIO.


A jak ja wykorzystałam moje ziarna? Postanowiłam upiec - ugotować? Ciasto z dodatkiem BIO ekspandowanego orkiszu! Coś na wzór batona 3 bit ale - na budyniu sojowym z dodatkiem miodu i na spodzie z pełnoziarnistych ciastek. 

Co potrzebujecie? 

150 gramów pełnoziarnistych herbatników
400 gramów kajmaku (kupcie taki lepszej jakości, albo zróbcie sami)
750 ml mleka sojowego (ja użyłam niesłodzonego mleka migdałowego)
2 duże opakowania budyniu śmietankowego - niesłodzonego
4-5 łyżek miodu (bądź innego słodzidła. Tutaj możecie dać więcej, jeżeli lubicie bardzo słodkie budynie)
paczka cukru wanilinowego
ekspandowany orkisz - (szklanka, półtorej) na tyle, aby obficie pokryło całą masę budyniową 
kwadratowa blaszka :D


Na spód układamy herbatniki. Następnie podgrzewamy kajmak i równomiernie rozlewamy go po ciastkach. Układamy kolejną warstwę ciastek - na jeszcze ciepłą masę krówkową. Na to wylewamy jeszcze ciepłą masę budyniową (mleko zagotować z cukrem i słodzidłem, do wrzącego dodajemy rozmieszany budyń i energicznie mieszamy, aby nie było grudek, wyłączamy palnik i jeszcze chwilę mieszamy), na ciepły budyń wysypujemy nasze ekspandowane ziarna i po ostudzeniu, wkładamy ciasto na całą noc do lodówki. Następnego dnia - zajadamy! :) 



piątek, 10 listopada 2017

Pralines
Z MASŁEM ORZECHOWYM
Na moim blogu stawiam raczej na recenzowanie produktów nie posiadających całej tablicy Mendelejewa w składzie, mających chociaż w małym stopniu jakieś wartości odżywcze. Takie, które są zdrowsze, lepsze jakościowo, mniej przetworzone. Ale wiadomo, jestem łasuchem, lubię nowości, a kolorowe opakowania i mną czasami zawładną. No, i miłość do masła orzechowego. Bo dzisiaj przetestuję dla Was pralinki, które niedawno były dostępne w Biedronce. Pralinki, które były w wersji z masłem ciasteczkowym i masłem orzechowym.


No tak, oczywiście skusiłam się na wersję z masłem orzechowym. Spodziewałam się, oczywiście, jak chyba każdy - czegoś w rodzaju popularnych reese's cups. A czy moje oczekiwania zostały spełnione?


Skład? Pominę. Jak sięgam po niezdrowe przekąski, nie patrzę na skład. Bo jaki był by w tym sens? :) 
W opakowaniu znajdziemy sporą ilość indywidualnie zapakowanych czekoladek. Ładnie zwanych przez producenta - pralinek. Przy czym każda dostarcza nam około 70 kcal.


Czekoladki składają się z mlecznej czekolady, która otula nadzienie z pasty z orzechów ziemnych. Nie jest to, jak twierdzi producent, masło orzechowe. To pasta, którą uzyskano podczas procesu prażenia orzechów z dodatkiem tłuszczy. 


Wygląd czekoladek przypomina beczułkę. A raczej jej połowę. Pralinki są delikatne, czekolada miękka. Słodka, szybko się rozpływająca. Bardzo słodka i mdła. A nadzienie? No, ja się spodziewałam masła, a mamy tutaj niezbyt trzymającą strukturę pastę. Słodko-słoną, bardzo mało orzechową - moim zdaniem. Może to moje wygórowane wyobrażenia, że będzie to nadzienie ze 100% masłem, haha.


Ogólnie, całościowo, pralinki te mnie rozczarowały. Były mdłe, niestabilne. Przesłodzone. Nie kupiłabym drugi raz(hah, mam dwa opakowania), ale myślę, że je skończę. Cena przystępna, bo za 181 gramów czekoladek płacimy 4.99 zł. Jeżeli jednak Wy chcecie spróbować, są one jeszcze dostępne w niektórych sklepach. Dla mnie - słabo. Lepiej kupić gorzką czekoladę, masło orzechowe bez dodatków i samemu zrobić własne, zdrowsze pralinki :)


poniedziałek, 6 listopada 2017

PANSNACK
Chyży Ryż


 Wraz z reaktywacją bloga, postanowiłam poszukać również nowości na naszym rynku. Chodzi mi raczej o Polskie marki, fajne nuty smakowe, przystępne ceny i ..dostępność w sklepach stacjonarnych. Tak się składa, że każdy z tych warunków spełnia firma PanSnack. Dodatkowo, firma ta zdecydowała się na przesłanie mi paru produktów do przetestowania - dla Was, jak i dla siebie.

"PanSnack to firma, która narodziła się z przekonania, że można zmienić polski rynek słodkich i słonych przekąsek. Grzegorz Heinze i Paweł Krupa, postanowili połączyć siły by razem stworzyć wyjątkową markę, która stanie się synonimem wysokiej jakości i profesjonalizmu obsługi w branży snacków."
-PANSNACK


Ja jestem wielką fanką chrupiących przekąsek. W trasie, podczas przerwy w pracy, między posiłkami, a także jako dodatek do dań głównych. Np. zupy krem. Wafle kukurydziane, albo ryżowe(a zwłaszcza z masłem orzechowym), to moje uzależnienie. Lubię jednak też chipsy i mini wafle ryżowe. Ale ..ich zdrowsza alternatywa? Wzięłam na test Chyży Ryż


Produkty CHYŻY zawierają 50% mniej tłuszczu niż standardowe chipsy ziemniaczane, a chyżość po schrupaniu pochodzi z wartościowych składników:
* brązowy ryż - brak glutenu
* oliwa z oliwek - wartościowy dodatek, nie smażenie
* brak konserwantów

No ale, jak to wygląda w praktyce? Chyży ryż to snacki z ryżu i oliwy z oliwek. Na pierwszy ogień poszła wersja papryka i oliwa z oliwek. W opakowaniu znajduje się 50 gramów produktu. Jak dla mnie - idealna porcja na jedno 'posiedzenie'. 
Snacki składają się z brązowego ryżu pełnoziarnistego(74%), oliwy z oliwek(18%) i mieszanki aromatycznej. 


W środku opakowania znajdziemy sporą ilość małych, brązowo-czerwonawych krążków. Pierwsze, co mnie zdziwiło, to ich grubość. Są naprawdę sporych rozmiarów i zdecydowanie je się je dłużej, niż te standardowe, cienkie chrupki ryżowe.


Smak? Kolejne zaskoczenie. Chociaż tutaj pomieszam smak, z teksturą. Otóż krążki bardzo fajnie chrupią, ale nie są suche jak wafle ryżowe. Są lekko tłustawe i w dotyku, i w smaku. Powiem szczerze, że to jest to przyjemna, delikatna tłustość. Nie zapycha, nie czujemy konieczności popijania już po pierwszym kęsie. Ponadto są słonawe, bardzo delikatnie paprykowe. Głównie wyczułam ryż, oliwę i sól. Ale ogólnie całokształt bardzo przypasował mi do gustu. Moje kubki smakowe już czekają na inne warianty smakowe i inne produkty. 

O, te:
 Firma ma w swojej ofercie również popcorn, croissant z mega nadzieniem, a nawet żelki! 
TUTAJ możecie sprawdzić co i jak! :)

Warto wspomnieć, że PanSnack to firma, która stara się wprowadzać swoje rodukty głównie do sklepów stacjonarnych, do marketów. Moim zdaniem to świetny pomysł, bo ich dostępność będzie znacznie łatwiejsza, a i potencjalni klienci może skuszą się na zdrowszą wersję chipsów, niż te tradycyjne, ziemniaczane i smażone. :)

sobota, 28 października 2017

MUSLI SRDICKA
PRALINKI MUSLI
z dodatkiem kokosa i czekolady
Będąc na zakupach w Auchan, rozglądałam się za batonami oraz jakimiś fajnymi, w miarę zdrowymi przekąskami. Czymś, co można pochrupać solo, w duecie z jogurtem czy jako urozmaicenie porannej owsianki. I tak natnęłam się na pralinki w kształcie serduszek. Wzięłam dwa warianty smakowe - dzisiejszy, z kokosem, i Z CZEKOLADĄ
Te urocze, bo w kształcie serduszek pralinki to nic innego, jak miniaturowe ciasteczka składające się z płatków owsianych, cukru, różnego rodzaju mąk, oliwy z oliwek, oleju kokosowego, wiórek kokosowych i innych składników. Są bogate w błonnik oraz beta-karoten. Producent zaznacza też, że obniżają cholesterol, ale aż tak, to bym w to nie wierzyła ;)
Po otworzeniu opakowania poczułam słodycz oraz kokos. A moim oczom ukazały się równego kształtu i rozmiaru ciastka. A jak w smaku? Świeże, bo fajnie chrupały. Nie były zjełczałe, nie miały kwaskowatego posmaku jak to często mają produkty, zawierające w składzie wiórki kokosowe. Były przyjemnie słodkie, ale nadgorliwie. Czuć było, że zrobione są z płatków owsianych - jeżeli namiętnie jecie owsianki i produkty owsiane, z pewnością wyczujecie tutaj owies.
W tym miejscu powtórzę swoje własne słowa:


Pralinki w smaku - zdały egzamin bo:

- po pierwsze -> chrupią!
- po drugie -> są kakaowe!
- po trzecie -> nie za słodkie!

I mimo, iż wersja z czekoladą smakowała mi bardziej, tak z pewnością wrócę do zakupu tych pralinek. Ich cena  to około 3 złotych za 50 gramów, co w zasadzie jest ceną, moim zdaniem wygórowaną. Trochę dopłacimy, a mamy podobnego rodzaju produkt - granolę owsianą. I również bogatą w owies, cukier i innego rodzaju dodatki. Ale raz na jakiś czas, chociażby do torebki? Fajnie mieć, kupić, spróbować :)