piątek, 16 lutego 2018

MAKE MY DAY
Cynamonowe Żyto
Soligrano

Soligrano z pewnością nie jest Wam obcą firmą. Ich ekspandowane zboża z łatwością znajdziecie w Lidlu, Rossman czy w Żabce - jeżeli chodzi o dzisiejszą wersję. MAKE MY DAY to małe paczki ekspandowanych zbóż, zawierające około 40 gramów, czyli taką porcję na raz. Dostępne są w różnych wariantach, na słodko, z liofilizowanmi owocami, bądź na wytrawnie z np. liofilizowanym groszkiem. 


Wersja CYNAMONOWE ŻYTO to jedna z opcji, która kusiła mnie najbardziej. Ze względu na połączenie miodu, cynamonu i jabłek. Klasyczne, typowo jesienne smaki.

SKŁAD: ekspandowane żyto (57,5%), cukier, syrop glukozowy, jabłko liofilizowane (7,5%), oligofruktoza, miód (2,6%), cynamon (0,7%), olej roślinny rzepakowy.

Dzisiaj pierwszy raz przeczytałam skład. I ..byłam w szoku! A dlaczego? Ze względu na cukier, syrop glukozowy, a miód prawie na samym końcu w składzie. Szczerze, to nie pamiętam, aby w klasycznych, dużych opakowaniach był również syrop glukozowy. A z pewnością nie ma go w wersji BIO Soligrano.

Zawartość? Po otworzeniu paczuszki czuć delikatną słodycz i cynamon, która razem fajnie współgra i zachęca do jedzenia.


 Zaskoczyła mnie, pozytywnie spora ilość jabłka. Bardzo lubię liofilizowane owoce. Ziarna żyta były chrupkie, lekkie. Nie były pozlepiane, nie kleją się do rąk. Jabłka na szczęście, zachowały swoją świeżość. Nie były gumowe, bo to mam na myśli :) Całość słodka, ale ta słodkość jest fajnie równoważona poprzez lekko kwaskowate owoce. Cynamon powinien grać tutaj główną rolę i oczekiwałam, że będzie to szalenie cynamonowe. Jednak produkt miał tylko delikatny, cnamonowy posmak. Do swojego śniadania dosypałam więc jeszcze sporą ilość cynamonu, który uwielbiam! 


Podsumowując, to bardzo podoba mi się zamysł takich małych paczek. Można śmiało zabrać ze sobą do pracy, szkoły, na uczelnię i wsypać do jogurtu czy zjeść solo. Dodatkowo przystępna cena, bo około bodajże 2-3 złotych. 


A tak skomponowałam swoje śniadanko: sojowy jogurt naturalny, duża ilość cynamonu, paczka Soligrano CYNAMONOWE ŻYTO, mrożone maliny, mieszanka suszonych owoców egzotycznych(banan, kokos, papaja, jagody goji), a całość jeszcze dodatkowo polana miodem! :)

niedziela, 11 lutego 2018

MANOMASA
Tortilla Chips
Serrano Chilli & Yucatan Honey

Są tu jacyś fani nachosów? Chipsów al'a Tortilla, które są wykonywane z kukurydzy, twarde i kojarzone z dipem serowym? Ja od dziecka lubię tego typu chipsy. Zwłaszcza, gdy są wypiekane, mocno chrupiące! W Polsce nie mamy wiele wariantów, ale w Anglii znalazłam dużo rodzajów. Moje ulubione dotchczas to były Doritos. Ale na promocji kiedyś skusiło mnie to ładne opakowanie i ciekawe warianty smakowe. A były to chipsy MANOMASA. Dzisiaj o smaku papryczki serrano oraz miodu YUCATAN, o którym nigdy nie słyszałam. Typowo meksykański produkt. 


Chipsy wykonane są z mąki z białej kukurydzy, oleju słonecznikowego, zielonej soczewicy, cukru, mąki ryżowej, proszku miodu yucatan, sproszkowanej papryczki serrano, zielonych papryczek, sproszkowanej cebuli, ziół, sproszkowanego czosnku, pomidorów, przypraw. Produkt bezglutenowy i jest wolny od GMO:)

Są o nietypowym kształcie - nie są to jak zwykle, trójkąty, a są to urocze sześciokąty, co moim zdaniem, dodaje im jeszcze uroku i oryginalności.

Już po otworzeniu opakowania czuć słodko-pikantny zapach. Chipsy suche, nie ociekające olejem, mocno doprawione i przyprawy pozostają na palcach. Cienkie, twarde i mocno chrupiące. Idealna struktura! A smak?


No powiem tak - był ogień! Papryczka serrano i zielona papryka chilli dały tutaj niezły popis. Po kilku chipsach moje usta wręcz płonęły, a mimo to, nie mogłam oderwać się od dalszego chrupania. Ostre, bardzo ostre, czego się w zasadzie nie spodziewałam w takim stopniu. Bardzo miła niespodzianka, bo lubię ostrość. A tutaj jeszcze poza ostrością czuć fajnie inne przyprawy oraz delikatną słodycz, która pewnie wynika z dodatku nie tyle miodu, co cukru. Żałuję, że nie ma tej marki na półkach w Polsce. Chociaż może i dobrze, bo bym się uzależniła :) 

sobota, 10 lutego 2018

MASŁO KOKOSOWE
Planta food to grow


Pierwsze masło od Planta food to grow, które mnie ciekawiło najbardziej, a mianowicie było to masło KOKOSOWE. Ostatnio jest wielki szał na pasty i masła kokosowe na Instagramie, a ja, gdy zobaczyłam w paczce właśnie to masło, odrazu zabrałam się za badanie - co, jak z czym :)

Dostałam opakowanie o pojemności 450 gramów. Solidny, plastikowy słoik o bardzo fajnej i czytelnej szacie graficznej. 

Czym jest masło kokosowe? Jak powstaje? A no powstaje z wytłoczonego miąższu kokosowego. Jest jak najbardziej naturalne i nie zawiera żadnych dodatków. Co fajniejsze, takie masło jest bogate w błonnik (prawie 60%) oraz posiada kwas foliowy czy pokaźną grupę witamin; B1, B2, B3, B6, C czy E. Niestety produkt taki w znacznie przeważającej ilości składa się z nasyconych kwasów tłuszczowych. Ale z zalet - jest pomocny we wspomaganiu pracy naszego układu krążenia. Ja mam z krążeniem problem, wiecznie odmarznięte ręce i stopy to moja zmora. 


Produkty z orzechów, nasion, pestek - są bogate w kalorie i tłuszcz. Tak samo jest w przypadku produktów z kokosa. W 100 gramach produktu jest aż 646 kalorii. 


A jak smakuje i jaką ma konsystencję całość? Dobrze zamknięte opakowanie nie uwalnia żadnego zapachu. Dopiero po otworzeniu czuć wyraźny, kokosowy zapach. Jak używanie oleju kokosowego, nierafinowanego, wiecie o czym mówię. Konsystencja zbita, krucha, raczej po nabraniu na łyżkę nie trzyma się całości. Ale - konsystencja takiego masła jest zależna od temperatury, w jakiej je przetrzymujemy. Im cieplej - tym masło jest bardziej miękkie i płynne. 


Smak? Bardzo, bardzo tłuste. Zdecydowanie wiemy, że spożywamy coś o wysokiej zawartości tłuszczu. Ale jest to przyjemna, rozpływająca się w ustach tłustość. I co najważniejsze - zdrowa. Masełko, co pewnie nikogo nie zdziwi, mocno kokosowe. Gładkie, nie ma w sobie zostających między zębami wiórek kokosowych. Bardzo fajnie rozpuszcza się na tostach, oczywiście ciepłych! Będę próbować też ze zrobieniem domowych batonów bounty i mleka kokosowego z użyciem tej pasty :) 

TUTAJ możecie kupić masełko :)

czwartek, 8 lutego 2018

dark chocolate pretzel bites
Go Ahead!

Słone precle w czekoladzie? W dodatku ciemnej czekoladzie? Otóż to. Firma Go Ahead! proponuje nam dwa rodzaje precli w czekoladzie - ciemna, czyli gorzka, oraz mleczna. Kupić możemy je w pudełku, które ma w sobie pięć mniejszych opakowań, w sam raz - na raz. W środku każdej paczki znajdziemy 20 gramów produktu, a całość dostarczy nam niecałe 100 kalorii. 


 Zapach jest słony, ale również czekoladowy. Odrazu przypomniał mi o czekoladzie z solą morską, jaką kiedyś miałam okazję jeść. Precelki są jednakowych kształtów, całe oblane ciemną czekoladą. Czekolada jest 'sucha', krucha. Nie rozpuszcza się w palcach.


Przy zakupie tego produktu byłam pewna, że będzie to w całości czekolada, ale w kształcie precla. Zaskoczył mnie jednak fakt, że pod polewą faktycznie ukrył się słony precelek, które tak jak paluszki, bardzo lubię od czasu do czasu pochrupać. 

Całość bardzo fajnie chrupała, a precel pozostawiony na języku po krótkim czasie zaczynał się topić. Czekolada gorzka, ale przyjemna. Dobrej jakości, nie smakowała jak najtańszy wyrób czekoladopodobny. Ciekawe i miłe dla moich kubków smakowych było połączenie czekolady z preclem i solą, która była również dość mocno wyczuwalna. Chrupiąca, słodko-słona przekąska z odrobiną goryczki z czekolady. Mi smakowało, bardzo, i powracam często! :)


Firma go ahead! produkuje różnego rodzaju batony owocowe, promowane jako zdrowszy wybór jeżeli chodzi o przekąski. Są to albo kruche ciastka nadziane owocami, z bądź bez polewy jogurtowej, batony w bardziej biszkoptowym stylu z nadzieniem owocowym, raw batoniki czy nowość - precle w gorzkiej oraz mlecznej czekoladzie albo paluszki z dodatkiem kremu kokosowego, kakaowo-migdałowego czy słonego karmelu. Wszystkie te produkty niestety, ale dostępne są w Wielkiej Brytanii. W Polsce raczej nie uświadczymy ich w naszych dyskontach spożywczych. 

Ale u nas chyba firma Beskidzkie produkuje podobny produkt? Jadł ktoś? :) 

środa, 7 lutego 2018

Planta food to grow

I stało się! Przychodzę z kolejną firmą, która produkuje różnego rodzaju pasty i masła z orzechów. Tym razem jest to firma Planta food to grow. Szczerze, dla mnie jest to nowa firma, dotychczas nieznana. A tak naprawdę, jest to rodzinna firma działająca już przeszło 20 lat - bo od 1998 roku! Szaleństwo! :) 


Czerpiemy z tradycji rzemiosła holenderskiego, które tradycyjnie zajmuje się przetwórstwem orzechów. Na każdym etapie powstawania naszej żywności jesteśmy uważni: doborowo przeprowadzamy selekcję orzechów, umiejętnie je prażymy, a następnie przecieramy zgodnie z tradycyjną sztuką. Tak wydobywamy z orzechów i nasion życiodajną esencję w postaci najlepszej jakości tłuszczy, roślinnego białka, mikroelementów.


A jak ja dowiedziałam się o tej firmie? Ano, poprzez Facebook. Często wyświetlają mi się reklamy odnośnie zdrowej żywności i maseł, wiadomo, cały czas nasze ruchy w sieci są śledzone, a na podstawie naszych wyszukiwań wyświetlają nam się reklamy. Widać, w jakich sferach Internetu błądzę, haha :) 

Firma Planta wówczas ogłosiła, że można zgłosić się po darmowe próbki maseł. Wystarczy pokryć koszty przesyłki :) A więc ochoczo napisałam i wspominając, że przetestuję na blogu, firma zaoferowała mi nieco większe opakowania, aniżeli same próbki. Byłam wniebowzięta! :)


Na samą paczkę trochę czekałam, ale ..to było warte czekania! Dostałam aż pięć produktów, w tym trzy z nich aż po 450 gramów - tyle dobroci! Każde masło wykonane w 100 % z orzechów. Nie znajdziecie tam cukru, soli, oleju palmowego. Ale ..na recenzje każdego z osobna zapraszam niedługo! :) A będzie to:
MASŁO NERKOWCOWE
MASŁO MIGDAŁOWE
TAHINA MASŁO SEZAMOWE
MASŁO KOKOSOWE
MASŁO ORZECHOWE

niedziela, 4 lutego 2018

KitKat MOCHA
Nestle

KitKat to jeden z najbardziej rozpoznawalnych batonów firmy Nestle. W Polsce mamy jego kilka wariantów - klasyczny, z mleczną czekoladą, z masłem orzechowym, z białą czekoladą. Czasami pojawia się wersja w ciemnej czekoladzie. Za granicą jest jednak zdecydowanie większy wybór! Smaki ciasteczek, pomarańczy, miętowe w gorzkiej czekoladzie, kawowe, karmelowe. Teraz nawet cytrynowe można spotkać! A ja dzisiaj przychodzę z kawową wersją tego batona - mocha.

KitKat mocha przeważnie jest dostępny do kupienia w wielopakach, gdzie znajduje się około 8 batonów. Są to mniejsze batoniki niż tradycyjny KitKat. Są to dwa małe, połączone razem czekoladowe 'paluszki'.Każda sztuka waży około 21 gramów i dostarcza niewiele ponad 100 kalorii na sztukę.


Po otworzeniu opakowania głównego, w którym mamy nasze batony, odrazu uderza nas zapach kawy. Byłam zaskoczona jak bardzo ten zapach jest intensywny mimo, że batony były wciąż w papierkach!


Po wyjęciu naszej czekoladki z papierka ukazuje się standardowy dla KitKat'ów batonik. Jasno-brązowa polewa z logo KitKat.

Czekolada na plus - nie rozpuszcza się między palcami. Baton intensywnie pachnący zarówno kawą, jak i mleczną czekoladą. W przekroju niczym się nie różni od klasyków. Przełożone wafelki oblane czekoladą. Tylko w zdecydowanie mniejszej wersji, łatwiejszy do jedzenia i szybciej znikający.


A jak smak? W smaku jest zdecydowanie bardziej mleczny i mniej kawowy, niż sam zapach. Słodki, ale znacznie mniej, niż wiele jego kolegów. Powiedziałabym, że dla mnie zdecydowanie nie jest przesłodzony. A bynajmniej nie, jeżeli chodzi o jego rozmiar. Dla mnie to odpowiednia dawka cukru. Czekolada przyjemnie topi się w ustach, pozostawiając słodko-kawowy posmak. Batonik nie należy do twardych, jest fajnej konsystencji, delikatny. Chociaż należy uważać, bo jak leży w ciepłym miejscu, wtedy jak to zwykle w przypadku czekolady - staje się ona plastelinowa.


Podsumowując, to jeden z moich ulubionych obecnie wariantów. Chętnie sięgnę po niego jeszcze nie raz do kawy :)

niedziela, 28 stycznia 2018

NATURE VALLEY
Nut Butter Almond

Nature Valley Almond, tak samo, jak Nature Valley Peanut to batony, które jak tylko pojawiły się w Wielkiej Brytanii, bardzo chciałam spróbować. Bo owsiane batony w klasycznych wersjach, oczywiście firmy Nature Valley, bardzo lubię.

Nature Valley Almond to nic innego, jak dwa owsiane ciastka przełożone kremem migdałowym. Podstawą ciastek są pełnoziarniste płatki owsiane, , które połączone są (podobno) masłem migdałowym w 13% całego ciastka. Oczywiście cukier, olej słonecznikowy, syrop glukozowy, miód, jęczmień - również tutaj występują. 


Ciastko waży 38 gramów(z czego 9,3g to cukier), dostarcza 185 kalorii.


Po otworzeniu opakowania ujrzałam z pozoru zwykłe, brązowe, owsiane ciastko. Krem nie wyróżniał się wyglądem, był niemalże tego samego odcieniu, co dwa bazowe ciastka. Poczułam zapach owsa oraz cynamonu. Co mnie zdziwiło, bo nigdzie początkowo nie widziałam wzmianki o cynamonie. Nie mniej jednak, zapach był bardzo przyjemny. 


Ciastko zwarte, nic się nie rozpadało, nie kruszyło zbytnio. Lekko tłustawe z wierzchu. Warstwa masła migdałowego była grubości połowy jednego ciastka. 

Po wgryzieniu się w ciastko czuć, że mamy styczność z typowym, owsianym ciastkiem. Przyjemnie słodkim, miodowo-cynamonowym. Podczas jedzenia już się troszkę kruszy. Dodatkowo całość dopełnia wyczuwalne, słodkie masło z migdałów, a przy tym, pod koniec gryzienia czuć sól, która o dziwo, bardzo fajnie dopełniła mi tutaj całość.


Ogólnie jest to bardzo fajna przekąska. Miałam obawy, że krem migdałowy będzie katastrofą. A tutaj zaskoczenie - dobrze wyczuwalne migdały, smakujące i mające konsystencję niemalże identyczną jak niedawno recenzowane tutaj masło z migdałów. Nawet dla Was rozłożyłam batona na czynniki pierwsze i próbowałam nadzienia osobno :) 


Sięgnę po te ciastka nie raz, z pewnością. I muszę jakoś zaopatrzyć się w wersję z masłem fistaszkowym! :)

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Protes
Wegańskie chipsy wysokobiałkowe o smaku kokosowym 

To, że chrupiące przekąski bardzo lubię - wiecie. Testuję ich wiele rodzajów, smaków, firm. Dzisiaj mam dla Was test chipsów, które są przyjazne dla wegan. Producentem jest ProTings, a chipsy popularne są w Ameryce. Nie wiem dlaczego, zamawiając tę przekąskę ze sklepu guiltfree.pl, chipsy miały nazwę właśnie ProTings, a na opakowaniu widnieje nazwa Protes. Co więcej, zamówiłam również smak Spicy Chilli Lime i te są już zgodne z grafiką, która widnieje na stronie.

Protes to przekąska, która dostarczy nam sporą ilość białka i zero poczucia winy, za taki słodki grzeszek. Dlaczego słodki? Ponieważ mamy tutaj smak tostowanego kokosa. Producent zapewnia nas, że produkt ten wykonany jest z samych naturalnych składników, które są wolne od GMO. Nie zawierają one soi, są pieczone, oraz mają niską zawartość węglowodanów oraz cukrów (tylko 1 gram cukru na porcję - 28 gramów chipsów). Fajnie się zapowiada, co?

Paczka jest sporych rozmiarów, ponieważ zawiera 113 gramów. Jednak cena jest jeszcze większa, bo za taką przekąskę zapłacimy prawie 21 złotych! 

SKŁAD: izolat białka grochu, płatki ziemniaczane, olej słonecznikowy, substancja zagęszczająca guma guar, mieszanka przypraw (cukier trzcinowy, naturalny aromat(zawiera kokos), sól morska).


Skład fajny, szkoda tylko, że mamy tutaj gumę guar. Poza tym, ja się nie mam czego przyczepić. 

Po otwarciu czuć przyjemny, słodkawy zapach kokosa. I sucharków. Kształt chipsów jest na wzór słynnych chipsów tortilla - są to trójkąty. No, w większości były niestety połamane i pokruszone.

Chipsy są brozowo-żółtego koloru. Nieco ciemniejsze, niż na powyższym zdjęciu. Są twarde, bardzo fajnie chrupią. Ich struktura jest sucha, brak tutaj tłustości jak w tradycyjnych chipsach. Nie pozostaje olej na palcach, a słodki cukier, którym prawdopodobnie zostały obsypane. Widać błyszczące się drobinki na każdym chipsie, gdy się przyjrzymy.

W smaku są intensywnie kokosowe, słodkie. Nie jest to zdecydowanie słona przekąska, ponieważ fajnie zaspokaja ochotę na coś słodkiego. Chrupiące, ale przy tym oporne w gryzieniu i suche, zajmują czas na dłużej i nie znikają w mgnieniu oka, ale ze względu na tę suchość, fajnie jest mieć coś do popicia.



Ogólnie polecam te chipsy i smak. Bardzo fajne połączenie. Minus dla sklepu guiltfree.pl, gdyż ja dostałam obie paczki bez powietrza, z połamaną zawartością. I cena - zdecydowanie jest wygórowana. Polecam kupić, ale na promocji :)

czwartek, 18 stycznia 2018

PRALINY
z czekolady mlecznej
z nadzieniem arachidowym - Magnetic


W okresie przedświątecznym w Biedronce pojawiło się parę nowości od firmy Magnetic. Jedną z nich były praliny z czekolady mlecznej w różnych wariantach smakowych. U mnie dzisiaj z nadzieniem arachidowym. 


Czekolada mocno mleczna, bardzo słodka, błyszcząca. Szybko rozpływa się na języku. Znacznie lepsza jakościowo, niż niejedne praliny droższych firm. Za te 100 gramów zapłaciłam tylko 1.99 złotych w promocji, a ogólnie kosztowały 2.99 pln. 


Nadzienie? Producent zapowiada, że będzie orzechowo. Pralinki wypełnione mają być nadzieniem arachidowym. O ile czekolada mleczna mi tutaj smakuje, tak nadzienie - niezbyt. Orzechy to wyczułam dopiero pod koniec, bo na początku poczułam SÓL. Tak, w moich odczuciach środek pralinek jest słono-mdły, a później dopiero lekko orzechowy. Spodziewałam się jednak bardziej intensywnego, orzechowego nadzienia. I troszkę się rozczarowałam. 


Polecam jednak sięgnąć po wariant truskawki i sernika(?), gdyż ten miał o wiele ciekawszy i intensywny smak :)

niedziela, 14 stycznia 2018

Maryland cookies
Minis CHOC CHIP


Maryland to jedne z popularniejszych ciastek dostępnych w Wielkiej Brytanii. Są one w różnych wariantach smakowych - czekoladowe, podwójnie czekoladowe, z orzechami laskowymi. Są w wersji oryginalnej, jak nasze pieguski, w wersji mini, soft baked czy w wersji "Thin". Ja dzisiaj przychodzę do Was z klasyczną wersją ciastek, jednak w formie MINI.  


Ciastka Maryland Choc chip to nic innego, jak kruche ciasteczka z kawałkami czekolady. Nie wiem, czy w sprzedaży są jeszcze pieguski, ale to właśnie one przyszły mi do głowy odrazu, jak zobaczyłam ciastka Maryland. Ja skusiłam się na zakup paczki, gdzie było kilka mniejszych opakowań. W sam raz -> NA RAZ. Akurat jak najdzie Was nagła ochota na słodkie, kruche ciasteczka. Ja miewam takie momenty. 


Zapach ciastek jest przyjemny, słodki i maślany. Ciastka są zdecydowanie większe, niż się spodziewałam - myślałam, że będą to serio miniaturki! A są to ciastka wielkości może połowy standardowych piegusków? Może 1/3? :)

Ich struktura jest taka, jaką chciałam, aby miały. Kruche, twarde, a w smaku słodkie, maślane. Pozostawiające pyłek na palcach i okruszki w miejscu, gdzie leżały. Ale to w końcu kruche ciastko :) Niestety czekolada bardzo słabo wyczuwalna, nie ma tych groszków czekoladowych jakoś dużo. W każdym razie, posmak czekolady jest. Fajnie je popijać gorącą kawą! :)