czwartek, 2 czerwca 2016

VIVANI
Gorzka czekolada z nadzieniem z CZARNEJ PORZECZKI
Kieeeedyś byłam ogromną miłośniczką czekolady. Milka 300g znikała u mnie na maksymalnie dwa razy, robiłam zawsze zapasy na promocji w Kauflandzie, gdy była po około 6 złotych. Teraz ..no cóż. Nie pamiętam kiedy ostatni raz kupowałam czekoladę w markecie dla siebie, taką zwykłą. Ale miłośnikiem czekolady dalej jestem. A poza tym osobą uzależnioną od masła orzechowego <3. Najpierw przerzuciłam się na gorzkie z Lindt'a, ale postanowiłam poszerzać swoje horyzonty. Zwracam uwagę na skład, na to, aby czekolada była dobrej jakości, bez zbędnych dodatków, syropów g-f, dziwnych innych substancji. 

Przygoda z Vivani rozpoczęła się od standardowej, gorzkiej czekolady 92%. Później 99&. Skusiłam się również na smakową czekoladę, nadziewaną. Musicie przyznać, że ma bardzo fajną, ciekawą grafikę. Taka ciemna, mroczna, lekko tajemnicza. Jak początkowo cała tabliczka dla mnie. Wyobrażałam sobie to ciemne, porzeczkowe wnętrze, gdy na mnie spoglądała znad szafki. 

I co się okazało?
 Może zacznę od składu: nierafinowany cukier trzcinowy, syrop glukozowy, tłuszcz kakaowy, masło(zawiera mleko, sproszkowany jogurt z odtłuszczonego mleka, koncentrat soku z czarnej porzeczki, acerola w proszku, alkoho(o,1%), aromat czarnej porzeczki. 
Czekolada zawiera składniki EKO. 

Okej, nie mam pojęcia dlaczego producent VIVANI dodał do swojej tabliczki syrop glukozowy,  który w składzie jest zaraz po cukrze. Nie ukrywajmy, ale cena tej tabliczki niska nie była, a więc nie rozumiem po co dodawać tani składnik do droższego produktu. Tak samo nie rozumiem w składzie sproszkowanego jogurtu z odtłuszczonego mleka.  Nie jestem jeszcze na etapie, w którym dobrze znam się na czekoladach, ale jakoś ta pozycja brzmi dość dziwnie i ..niepotrzebnie. 

Poza tymi dwoma składnikami raczej nie mam się czego przyczepić. Nie ma tutaj zbędnych 'E', jakiś emulgatorów, jeszcze większej ilości cukru w cukrze.
A co do samej czekolady: gdy ją wzięłam do ręki, to wydawała się dziwnie gruba jak na tylko 100 gramową tabliczkę. Otwieram i ..tekturka. Wszystko jasne. Fajne rozwiązanie na zabezpieczenie czekolady przed możliwym jej uszkodzeniem/połamaniem. Dość sztywny kartonik to bardzo fajne rozwiązanie, możecie śmiało zamawiać bez obawy, że czekolada przyjdzie w kawałkach(chyba, że kurier się postara przerzucając i wrzucając wszystkie paczki jak leci).
Po otwarciu widać fajną, zwyczajną tabliczkę. Rząd zawiera trzy brzuchate kosteczki. Ich wzór na każdej kostce jest taki sam, taki sam, jak w każdej tabliczce Vivani, jaką jadłam. Pachnie fajnie, przyjemnie gorzko. Po przełamaniu nie wypływa nadzienie, dla mnie na plus!
Wnętrze jest dokładnie zatopione w każdej kostce i każda z osobna mieści swoją określoną porcję. Czyli bez obawy możemy ją łamać, zostawić na talerzyku, a nic z czekolady nie ucieknie! :)
A więc łamię sobie rządek, po czym odłamuję jedną kostkę. Gryzę ją i przyjemnie chrupnęła między zębami. Jak to gorzka czekolada, fajnie, delikatnie trzasnęła. Ale nadzienie w dalszym stopniu nie wypłynęło z drugiej połówki kostki, co to oznacza?
Mamy tutaj do czynienia z wnętrzem o dość stałej strukturze. Nie jest ono płynne, nie wylewa się, nie brudzi. W smaku wydaje mi się być mało intensywne, mało porzeczkowe. Lekko kwaskowate, poplątane z lekką nutą słodyczy. Alkoholu nie czuć(jest w składzie). Nie wiem czy zgadłabym, że to porzeczka, jakbym nie widziała napisu na opakowaniu. Ale całość jest dość smaczna. Fajnie współgra smak nadzienia z ciemną czekoladą. Z pewnością nie poczujecie zasłodzenia i zmulenia już po jednej kostce. Śmiało możecie sięgnąć po kolejną :) 
A ja chciałabym jeszcze raz wrócić do nadzienia. Do moich oczekiwań względem niego. Wyobrażałam sobie, że kolor będzie intensywny, fioletowy, no, może nie fioletowy, ale ciemny. Bardzo ciemny. W końcu to czarna porzeczka. A środek czekolady kryje delikatną barwę. którą ja określiłabym jako łososiową. Chyba mało porzeczki w tej porzeczce, nie sądzicie? :) 

Nie skuszę się ponownie na tę tabliczkę ze względu na cenę (około 10zł). Główny powód to brak tego aromatu, tego smaku porzeczki, której tutaj oczekiwałam. Ale czekolada sama w sobie jest smaczna. Muszę wypróbować jakiejś taniej tabliczki gorzkiej, nadziewanej czekolady i wtedy będę miała porównanie.

Zakupiłam ją na jakieś stronie Internetowej. Już nawet nie pamiętam gdzie, ale wiem, że kupiłam wtedy jeszcze smak Amaretto :) 

19 komentarzy:

  1. Też pewnie spodziewałabym się bardziej aromatycznego nadzienia i intensywniejszego jego koloru. Z chęcią bym jej spróbowała, ale 10zł jak za czekoladę to niemało. Pozdrawiam :) Megly (megly.pl)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe gdzie się podział ten intensywny kolor tego owocu :D

      Usuń
  2. Ciekawa czekoalda ale nie dla mnie - nie przepadam za nadziewanymi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię, ale nie owocowo nadziewane :)

      Usuń
    2. A jakie nadzienia preferujesz? :)

      PS Długo jesteś weganką? :)

      Usuń
    3. Słoooodkie - nugat, truflowe, z alkoholem też lubię, jogurtowe, toffi i orzeszek z Milki to miłość z dzieciństwa, teraz preferuję gorzkie :)

      Nie jestem weganką, a wegetarianką. Od przeszło 11-12 lat, nawet już nie wiem :)

      Usuń
    4. Czyli ni moje smaki :P Jedyna nadziewana czekolada jaką jadłam kiedy byłam mała to Wedel truskawkowa i to tylko od Święta, kiedy dostałam ją od dziadka i do czasu kiedy jej jakosć nie zeszła na psy (z całym szacunkiem dla tych wspaniałych czworonogów ♥) Teraz jem tylko gorzkie ;)

      Wybacz za pomyłkę :) Po Twoim komentarzu zastanawiałam się czy jesteś wege czy vega :) To długo :) I skąd czerpiesz inspiracje na posiłki? :)

      Usuń
  3. Znam jedynie wersję 92% i bardzo ją lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tabliczka 92% to moja ulubiona tej firmy :)

      Usuń
  4. Sama raczej jej nie kupię, bo to nie mój smak - owocowe czekolady nie są moimi ulubionymi, choć ta wygląda bardzo smacznie, ale po opisie sądzę, że by mnie nie zachwyciła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze, to ja tez nie lubię owocowych czekolad. Tę wzięłam, bo lubię wszystko o smaku czarnej porzeczki - co śmieszne, owocu samego w sobie nie lubię :D

      Usuń
  5. Czaiłyśmy się na nią ale właśnie jak przeczytałyśmy skład to syrop i alkohol nas wystarczająco zniechęciły :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupowałam przez Internet i składu nie widziałam. Myślałam jednak, że skoro 92 była genialna, ta też może być smaczna. I inna - bo nadziewana.

      Usuń
  6. Sproszkowany jogurt z odtłuszczonego mleka brzmi dość komicznie. Nie wiem czy mała wyczuwalność porzeczki w czekoladzie to dla mnie plus , czy minus. Z jednej strony nie lubię dodatku czarnej porzeczki w produktach , z drugiej jestem ciekawa jak smakowałaby w czekoladzie. Po cenie naprawdę oczekiwałabym lepszego składu, raczej się na nią nie skuszę, mimo że sama czekolada prezentuje się świetnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że ja składu nie widziałam przed kupnem. A z drugiej strony, to o to chodzi też w recenzjach, aby ktoś inny mógł wiedzieć więcej o danym produkcie zanim sam się na niego skusi :)

      Usuń
  7. Najpierw zobaczyłam zdjęcia tabliczki w całości i byłam na nie. Potem dojechałam do kremu i pomyślałam o nugatach i im podobnych i już byłam na wielkie tak. Na koniec przeczytałam wpis o nieporzeczkowych porzeczkach i alkoholu, którego nie czuć, w związku z czym wróciłam do pozycji wyjściowej, czyli niet. I jeszcze ta cena - nie warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tutaj zgadzam się ze wszystkim! :)

      Usuń
  8. Ach te kostki! Mają idealną barwę i kształt! Aż chce się wgryźć ;)

    OdpowiedzUsuń

Jest mi niezmiernie miło czytać każdy pozostawiony komentarz :)