poniedziałek, 30 maja 2016

URWIS jabłkowy
Zmiany Zmiany
 Nadeszła ta wiekopomna chwila, kiedy i ja mam swoje batony od Zmiany Zmiany! Nie powiem nawet jak długo ich szukałam, a nawet miałam je już w koszyku na stronie urbanvegan, a tu proszę, dostałam cały pakiet startowy od cudownej ekipy. 
O firmie rozpisywać się nie będę, bo sami idealnie określili siebie, produkty i cel na swojej stronie, a więc ja pozwolę sobie wkleić tutaj fragment, który wszystko Wam wyjaśni:

"Zmiany Zmiany powstały z potrzeby realizacji marzeń. Wykorzystując tylko naturalne składniki produkujemy najwyższej jakości zdrowe i smaczne batony. Używamy tylko i wyłącznie składników pochodzenia roślinnego (orzechy, owoce, pestki, nasiona), bez niepotrzebnych i niezdrowych dodatków. Nasze batony są doskonałym uzupełnieniem zdrowej diety i mogą być spożywane przez osoby na diecie bezglutenowej."

Więcej na: WWW Zmiany Zmiany

Czyli:
- naturalne
- bez konserwantów, bez barwników, bez 'E', bez zbędnych dodatków/ulepszaczy
- bezglutenowe
Dla mnie idealnie się to przedstawia. Sięgam właśnie po tego typu produkty, ale wiadomo, nie zawsze mogą przypaść do gustu. To, czy batony od Zmiany Zmiany są smaczne i warte tego całego szumu w Internetach, musiałam sprawdzić na własnych kubkach smakowych, a więc.. 
  ..jako iż doszły do mnie po śniadaniu, a bardzo chciałam jakiegoś zjeść już, zaraz, teraz, to wybór padł na coś bardziej lekkiego, na jabłkowego Urwisa, które odbiegają gramaturą od reszty batonów Zmiany Zmiany - ważą one 40 gramów, czyli idealny rozmiar na małego głoda, albo na zaspokojenie ochoty na słodkie. 
 Skład mnie bardzo zaskoczył, bo to pierwszy baton mający JABŁKA na pierwszym miejscu w składzie! później już tylko rodzynki i orzechy nerkowca. Wszystkie trzy(bo z tylu składa się baton) składniki są z upraw ekologicznych.
PIĄTKA! Bo czytam skład, zawsze! :)
 Szata graficzna prosta, starannie wykonana, nie przesadzona - idąca lekko w oldschool. Opakowanie jest z grubego papieru, a w środku jest folia, co pozwala na zachowanie świeżości produktu. Bardzo przypadły mi do gustu te opakowania, są naprawdę solidne :)

Wygląd batona to jasnobrązowy kolor, przypominający mi krówkę, albo zwyczajnie coś karmelowego. Lepki, bardzo zbity, stanowi opór dla noża i dla zębów. Taka prawdziwa mordoklejka jeżeli chodzi o gryzienie, ale nie lepiący się do zębów. Jest on dosyć twardy, aby go przeżuć, trzeba się trochę namęczyć - ale dla mnie to cecha bardzo pozytywna. Nie lubię jak coś znika mi w ustach zanim jeszcze dobrze to tam włożę(haha! bez skojarzeń proszę:)). 
A teraz uwaga! smak! Jest on jabłkowy, to bez wątpienia. Bardzo słodki, a więc jabłka musiały być mocno dojrzałe, albo jakieś mocno słodkie rodzynki. Dla mnie baton ma iście karmelowy posmak. Czuliście to? Taki naprawdę słodki, karmelowy, krówkowy smak. Nie wiem skąd, ale dla mnie BOMBA. Nie wiem co sprawiło, że tak go odebrałam, bo ..nie ma tam daktyli, a to one mogłyby być tego przyczyną - a ich tam brak ;)
Sam batonik waży, jak już wspominałam, 40 gramów i w tej gramaturze są 142 kalorie, czyli niewiele, akurat na słodką przekąskę.

Ogólnie bardzo polecam, po tego Urwiska chętnie sięgnę nie raz. Mam zamiar szepnąć w sklepie z ekologiczną żywnością do właścicieli, aby może pomyśleli o wprowadzeniu batonów Zmiany Zmiany do swojego asortymentu :)
Gdzie kupicie? TUTAJ

Zapraszam na MÓJ INSTAGRAM

piątek, 27 maja 2016

CHAŁWA LNIANA
CYNAMONOWA
 Kiedyś, jeszcze zanim mój blog był nakierunkowany stricte pod recenzje, pisałam Wam o firmie Gacjana i o ich chałwie lnianej, która wtedy podpiła moje serce. Kupowałam ją namiętnie w sklepie ze zdrową żywnością w moim sklepie. Zabierałam ze sobą na studia, miałam też opakowanie zawsze w domu. A później sklep został zamknięty, skończyło się kupowanie ukochanego produktu. 
 No tak, przecież są inne sklepy. Chodziłam i szukałam po sklepach ekologicznych. W jednym ekspedientka zapewniała mnie, że będą próbowali mieć tę chałwę w asortymencie. No i nic, cisza - jak nie było, tak nie ma. Na pewnej stronie zobaczyłam, że producent wypuścił nowy wariant CZARNĄ chałwę. Napisałam więc do samej firmy z zapytaniem o cenę. Wspomniałam jak bardzo kiedyś ich produkty mnie zachwyciły. Pan Janusz zaproponował mi wysłanie nowej, CZARNEJ chałwy na próbę. I tylko tejże właśnie się spodziewałam. Szybko dotarła do mnie paczuszka z trzema(!) wariantami chałwy - cynamonowa, słonecznikowa i obiecana nowość. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, że znów ją zjem! 
 Zanim jednak przetestuję tajemniczą czarną chałwę postanowiłam sobie przypomnieć smak tradycyjnej. No, cynamonowej to jeszcze nie jadłam, a że cynamon bardzo lubię - skusiłam się właśnie na nią. W opakowaniu tradycyjnie jest 100 gramów produktu. Głównym składnikiem chałwy cynamonowej jest żurawina, stąd też jej podchodzący pod czerwień kolor. 
 SKŁAD: żurawina, w tym żurawina suszona i kandyzowana(żurawina, cukier trzcinowy, kwas cytrynowy, olej słonecznikowy, koncentrat soku z czarnego bzu), orzechy arachidowe, siemię lniane (11,2%), cynamon (1%).
 Chałwa podzielona jest na małe kwadraciki. W opakowaniu było ich 7 sztuk. Szybko po odpakowaniu zabrałam się za testowanie i.. czuję żurawinę. Słodką, ale lekko kwaskowatą. I lekką nutę cynamonu. Chyba wolałabym, aby ta przyprawa była jednak nieco bardziej wyczuwalna. Zdaje mi się, że 1% cynamonu jak na cały produkt to za mało. Ale ważne, że zapowiedziana nuta była wyczuwalna i nie sądziłam nigdy, że cynamon tak fajnie współgra z żurawiną. Orzeszki w tej chałwie, ogólnie w chałwie producenta mają bardzo fajny smaczek. Tutaj były wyczuwalne bardzo delikatnie, a żeby Wam to przybliżyć, to jakby masło orzechowe z żurawiną. Ale delikatny jego aromat. Całość świetnie ze sobą współgra, ale jak już mówiłam, więcej cynamonu, bo ja go zawsze używam w niesamowicie dużych ilościach i lubię go porządnie poczuć. 
Konsystencja jest bardzo fajna, wilgotna, ale nie lepka. Zbita, ale mimo wszystko lekka, delikatna. Łatwo się gryzie, fajnie rozpuszcza się wszystko w ustach. Nie czuć jedynie lnu. Zdecydowanie dominuje tutaj żurawina, a więc każdy, kto lubi ten owoc, powinien sięgnąć po ten wariant. 

Jeżeli ktoś z Was jest nowy, to zapraszam na dawne recenzje chałwy:

Również zapraszam Was na stronę producenta, która obecnie jest w budowie, ale niedługo je nowa odsłona! :) 

A może macie ją w swoich sklepach ekologicznych? Ja niedługo zrobię większe zamówienie na stronie głównej producenta, bo jest wiele smaków, których nie jadłam. A niebawem dodam tutaj recenzję CZARNEJ. UWAGA! Je się ją z chilli :) 

wtorek, 24 maja 2016

VIVANI
99 % CACAO
 Jakiś czas temu zdecydowałam się testować czekolady Vivani. Na blogu pojawiła się już 92% - od niej zaczęłam swoją przygodę z tymi tabliczkami. Później biała z wanilią, ta, a kolejna to gorzka z nadzieniem z czarnej porzeczki. 
 Tabliczka z zawartością 92%(TUTAJ) kakao była dla mnie idealna. Maślana, tłuściutka, fajnie się łamała, fajnie, powoli rozpuszczała. Nie była za gorzka. Dla mnie miała idealny stopień gorzkości, a więc stwierdziłam, że wyższa zawartość kakao pewnie nie będzie mi przeszkadzać. A więc online zakupiłam czekoladę 99%. Zapraszam do dalszej lekturki, jeżeli jesteście ciekawi, czy podołałam tak wysokiemu procentowi goryczy. 

Wizualnie nie różni się ta tabliczka od poprzedniczki. Cienka, ciemna. Fajnie się łamie, z delikatnym trzaskiem. Jest gładka, lekko matowa, nie błyszczy się jak większość tabliczek czekolady taka sztucznością, jakby je ktoś nawoskował. 
 Jej skład jest bardzo krótki i przyjazny dla oka.
Skład: masa kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier kokosowy. Masa kakaowa minimum 99%. Idealnie. Tabliczka z najkrótszym składem! A do tego składniki są EKO.

Cała tabliczka to 80 gramów - 10 kostek. Dużych, ale cienkich. Czyli nietradycyjnie, bo zwykle czekolada ma 100g.
Jest bardziej kaloryczna niż niektóre czekolady nadziewane, zawierające w składzie syropy g-f, masę cukru pod różną postacią czy mleka w proszku. Ma ona 672kcal/100g.
A jak jej smak? Otóż tutaj już przy pierwszym małym kęsie czuję WOW. Gorycz i tłustość. Mocna tłusta nuta smakowa. Ale nie rozpuszcza się tak szybko, powoli topnieje w ustach, jednak smak nie ulega złagodzeniu. Nie czuję ani odrobiny słodyczy, cukier na ostatnim miejscu w składzie i masa kakaowa zdecydowanie nie daje mu się przebić. Po połowie kostki za pierwszym razem miałam dość. Zbyt intensywna, za mocna. Takie samo zdanie miał mój tato - lubi gorzkie czekolady, ale ta mu nie podeszła. 
Nie poddałam się i czekolada ta wciąż u mnie gości. Z każdą następną kostką(ale każda innego dnia:)) jakoś dawałam radę z tą goryczką - albo raczej goryczą. Nawet czasami mam na nią ochotę. Mam ochotę poczuć tego kopa prawdziwej gorzkiej czekolady. Niektórzy mają tak z kawą. Na co dzień sięgają po napój z mlekiem, a innego dnia parzą sobie mocne, podwójne espresso. 
Podsumowując, to raczej będę sięgać po czekolady z niższą zawartością kakao. Może 96%? Póki co, to 92% jest moją ulubioną, czystą gorzką czekoladą. 

poniedziałek, 23 maja 2016

RAW PROTEIN 
COCOA BEANS
Wiem, tego batona nie ma w Polsce, ale firma ta ma swoje produkty u nas na sklepowych półkach - co prawda są to ich podstawowe produkty, ale jednak. 
Może się wydawać dziwne pisanie o czymś, co jest u nas niedostępne, ale tutaj wyprowadzę Was z takiego myślenia. Po pierwsze, Czechy to nasi sąsiedzi, bardzo duża liczba Polaków często tam bywa, a Ci, którzy mieszkają przy granicy, często właśnie Czeskie rejony wybierają na weekendowe zakupy. Po drugie to reklama produktów, zainteresowanie z Waszej strony, ze strony Polaków, może skłonić producenta do wprowadzania na nasz rynek większej gamy ich wyrobów. I dlatego jak już się pojawią będziecie uświadomieni, czy warto wydać te parę złotych, czy raczej nie. 
A więc dzisiaj przedstawię Wam proteinowego batona firmy BOMBUS, która znana jest ze swoim batonów RAW ENERGY.
Nie jest to produkt pokroju innych proteinowców. Jest mu bliżej do RAW batonika, takiego zwykłego, ale ma on mniejszą ilość węglowodanów, a więcej białka.

Po otwarciu czuć fajny, kakaowy zapach. Kojarzy mi się z takim proszkiem budyniowym, ale nie z chemią! 
Kojarzycie może takie 'Brownie Bites'? Ja je często jem jak jestem w Anglii. I wspominam tutaj o nich, ponieważ ten baton po pierwszym kęsie nasunął mi takie właśnie skojarzenie - BROWNIE. Intensywnie kakaowy z chrupiącymi ziarnami kakao. 
Nie jest za słodki, bo naturalne kakao wprowadza fajną goryczkę. Tak samo jak ziarna kakaowca. Cudowne, intensywnie kakaowe, chrupiące, przez co z pewnością jedzenie nie jest monotonne.

SKŁAD: daktyle 60%, białko ryżowe 22%, ziarno kakaowe 9%, kakao 9%.
KCAL:  w batonie 50g -> 158 kcal 

Chyba mój dotychczasowy ulubieniec :)

Facebook 


UWAGA!
Dostałam informację, że batony RAW PROTEIN od Bombus Energy są teraz dostępne na naszych półkach - Tesco oraz Organic Farma zdrowia! :)

Polski Facebook BOMBUS ENERGY
www.bombusenergy.pl

czwartek, 19 maja 2016

9 BAR
SUPER SEEDS PENUT & RAISIN
 Widzieliście kiedyś tego batona? W Polsce zapewne nie, ale na przykład podczas pobytu w Anglii? Ja się na niego natknęłam przypadkowo na lotnisku, jak w drodze do Polski, przed odlotem chodziłam jeszcze po sklepach w oczekiwaniu na samolot. A że miałam jakieś drobniaki w kieszeni zdecydowałam, że wezmę jakąś przekąskę. 
 Zastanawiałam się pomiędzy różnymi batonami - nakd, trek, nature valley, ale ..przyznam bez bicia, że wzięłam tego ze względu na to piękne, według mnie, opakowanie. 

9 BAR to zdecydowanie jest typ przekąsek RAW, które ostatnio przejęły mojego bloga. Jest to produkt wykonany z nasion, orzeszków, bakalii, a sklejony za pomocą różnego rodzaju syropów. Ale tych zdrowych, glukozowo-fruktozowego tutaj nie uświadczycie, zapewniam. Chociaż przy zakupie składu nie czytałam to raczej dając 1 funta za jednego batona nie spodziewałam się nawet, że mogliby tam ten zlepiacz umieścić. 
 Poza ładnym opakowaniem skusił mnie napis PEANUT - w chwili przed oczami miałam wyrób z masłem orzechowym. Nie ukrywam, ale aż do czasu konsumpcji miałam taką nadzieję, że właśnie ono tam się pojawi. Jest ono w składzie, to fakt, ale niemalże przy końcu dość długiej listy składników.
 Po otwarciu opakowania poczułam słód. Miły, przyjemny dla nosa słodki zapach. Tak jak w przypadku naszych batonów Grunchy od firmy Ania. To pewnie za sprawą tego samego słodu -> syropu ryżowego. Poza nim w batoniku jest użyty również nektar z agawy. 
Jak możecie zauważyć syropy te sklejają niesamowitą ilość ziaren - słonecznik, pestki dyni, rodzynki, masło orzechowe, chrupiący ryż. W składzie jest również olej roślinny i bezglutenowe płatki owsiane. Czyli wydaje mi się, że dla osób nietolerujących glutenu taka przekąska jest odpowiednia. 

A jak w smaku? Otóż batonik ma fajną, karmelową nutę. Tak mi zawsze smakuje syrop ryżowy, to z pewnością jego sprawką. Mocno wyczuwalny jest słonecznik. Czasami również trafią sie rodzynki i jakaś nuta orzeszków. Niestety masła orzechowego nie wyczułam. Baton pachniał lekko karmelowo-orzechowo ale jak wiemy, orzechy mają intensywny aromat, jednak nie było ich na tyle dużo, aby fajnie zdominowały smak batona. Był lepki, kleisty, nawet sam się rozwalił, gdyż był bardzo miękki i delikatny. Ogólnie godny polecenia ale dla osób lubiących takie słodsze produkty. Powiedziałabym, że dla każdego miłośnika Grunchy od firmy Ania :) 

Kaloryczność: 227kcal w batonie, którego waga wynosi 50 gramów. 

środa, 18 maja 2016

bakeo.pl
DSG
Mieszanka: pomelo zielone, jagody goji, pistacje zielone.
 W moim pudełeczku od bakeo.pl znalazła się również mieszanka suszonych owoców w połączeniu z orzechami - goji, pomelo i pistacje. Wybrałam ją ze względu na pomelo, gdyż nigdy nie jadłam go w wersji suszonej.
 Pudełeczko zawiera 47 gramów bardzo dobrej jakości produktów. Piszę to już na wstępie, gdyż miękkość i soczystość goji mnie zachwyciła. W przypadku goji często bywa, że są one przesuszone, przez co twardawe i gorzkie w smaku. Tutaj nie ma mowy o goryczce goji, są bardzo dobre! 
 Mieszanka składa się tylko z trzech składników, a zobaczcie jaka jest kolorowa i wesoła! Aż się je oczami. Na temat zielonych pistacji pisałam już w poprzedniej recenzji mieszanki NA POWAŻNIE -> zapraszam. 
 W tej skupię się na zielonym pomelo. Suszonym. Właściwie nie pamiętam czy w ogóle jedłam ten owoc w wersji zielonej. Wiem, że jadłam to zwykłe pomelo i tak średnio przypadło mi do gustu. Ale ja osobiście nie przepadam za cytrusami, więc może to dlatego. Sprawa może wyglądać inaczej w przypadku suszonego produktu, a jak to było z tym owocem? 
 Większość cząstek pomelo mieściła się na dnie pudełka, Robiła za taki dywanik dla goji i pistacji :) Po wysypaniu zawartości na stolik oddzieliłam sobie ten owoc i zaczęłam degustację.
 A więc ..te małe kawałeczki były dość twarde. Kandyzowane owoce chyba są takie bardziej zbite, tak? Czy ja odnoszę tylko takie wrażenie? W smaku cierpkie i gorzkie, czasami zdarzały się kawałki bardziej słodkie - ale w składzie wyraźnie widzimy, że do pomelo został dodany cukier. Osobiście chyba nie przypadł mi do gustu ten kandyzowany owoc. A przynajmniej nie jedzony solo. Mogłabym oczywiście skusić się na kilka kawałków, ale ..wolałabym wyjeść goji i pisatacje :) Pomelo to nie moje smaki, nie moje klimaty.
 Powyżej widzicie skład, a także wartości odżywcze całej mieszanki DSG. Żałuję, że nie było batonów jak zamawiałam swoje pudełeczko, bo to na nich mi zależało, ale dzięki temu przekonałam się, że nie jestem fanką pomelo tak, jak innych cytrusów. 
A tutaj prezentuję Wam wykorzystanie takiej mieszanki - u mnie w marchewkowo-ciasteczkowej (dodatek białka o smaku ciasteczkowym) owsiance z chia. I goji i pistacje i nawet pomelo świetnie się tutaj wkomponowały! :) 

Pozwolę sobie na moją ocenę poszczególnych elementów DSG:
goji - 5/5
pistacje - 5/5
pomelo - 2,5/5 

Póki co, każdego zapraszam na stronę BAKEO.PL 


Zapraszam również na mój: INSTAGRAM / FACEBOOK


niedziela, 15 maja 2016

bredis
CHLEB LNIANY SUSZONY
BEZGLUTENOWY
 Pamiętacie może, jak się zachwycałam RAW sezamkami z dodatkiem buraczków firmy papagrin? TUTAJ możecie sobie przypomnieć, albo przeczytać o nich, jeżeli nie widzieliście.
 Tak się składa, że firma ta produkuje nie tylko te kultowe sezamki, ale w swojej ofercie mają również suszone chlebki, a przemiła Pani Iwona zdecydowała podesłać mi na próbę ich trzy rodzaje. Bardzo dziękuję za możliwość przetestowania! 
Swoją przygodę z suszonym chlebkiem lnianym zaczęłam od wersji z cukinią. W fajnym, kartonowym opakowaniu, z miłą dla oka grafiką kryją się dwie paczuszki z chlebkiem. Każda z nich zawiera 3 kromki. Bardzo podoba mi się takie rozwiązanie, gdyż trzy to idealna liczba 'na raz' i nie musimy się obawiać, że reszta produktu nam się zeschnie czy zawilgotnieje i będzie niesmaczna.

Skład: 
- cukinia
- cebula
- dynia
- siemię lniane
- nasiona słonecznika
-sezam
- kokos
- kminek
- czosnek
- sól morska

Taki skład niesie za sobą wiele wartości odżywczych. Produkt ma niski indeks glikemiczny, jest bogaty w białko, ma wysoką zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych. Poza tym jest wolny od soi, mleka, jaj glutenu - dobry dla wegan i wegetarian, dla osób nietolerujących nabiału, glutenu.

Zawartość całego opakowania to 70 gramów - powinno więc być 35 gramów w poszczególnej paczce, ale zdaje się, że kromeczki były odrobinę cięższe. 
 Po otqarciu zawartości uderzył mnie niesamowity, słodki zapach. Początkowo się zastanawiałam SKĄD. I co to za zapach. Coś mi przypominał, ale ..pieczona cukinia? Nie, cebulka! I to prażona cebulka. Taki własnie aromat ma ten chlebek. I nie myliłam się, bo w składzie również znajdziemy cebulę, ale pewnie prażona to ona nie była :)
 Kolejną rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy, to niesamowita ilość ziaren lnu, słonecznika czy dyni. No popatrzcie ile tego jest! Żadnych mąk, konserwantów, polepszaczy. Naturalnie ususzone, sprasowane ziarenka w kromkę chleba.
 Produkt jest sztywny, dobrze ususzony, a to niesie za sobą fajną chrupkość przy jego konsumpcji. Ja zdecydowałam się, że idealnie sprawdzi się do zrobienia kanapek na drugie śniadanie.
 Ale żeby wiedzieć jakie dodatki mi tutaj będą pasowały, spróbowałam najpierw chlebka solo. Nie widać, ale jedna z kromek została ułamana i ukryta. Na pierwszy rzut w smaku nasuwa się cebulka, czuć też cukinię, a także kminek, jego lekką goryczkę. Chlebek fajnie chrupie i nawet nie nasiąknął i nie zmiękł pod mokrą pastą z pomidorów. Dla mnie idealnie, gdyż lubię chrupkie produkty i nie podoba mi się, gdy ich struktura zmienia się pod wpływem dodatków, które na nie położymy (np. w przypadku wafli tak się dzieje).
 Zobaczcie, jak fajnie się wszystko prezentuje - pasta z suszonymi pomidorami, pomidorkiem, ogórkiem, suszoną pietruszką i świeżym pomidorkiem.Idealna kompozycja na lekkie i pożywne śniadanie. Pożywne, ponieważ wszystkie nasiona nie zostały poddane obróbce termicznej, przez co nie straciły swoich właściwości. Przemycamy więc zdrowe tłuszcze np. z siemienia lnianego i słonecznika, z dobrym posmakiem cukini i cebulki z pysznymi dodatkami - także zdrowymi :) 
Szczerze, to bardzo chętnie włączyłabym ten chlebek do codziennego menu. Myślę, że wersja ze słonecznikiem TA byłaby idealne do jedzenia z uwielbianym przeze mnie masłem orzechowym i bananem. Szkoda, że nie trafiła się w mojej paczuszce. Ciekawa jestem też wersji cebulowej, bo powyższy chlebek z cukinią miał duży aromat cebulki i bardzo mi to posmakowało.

No, ale nie martwcie się, może nie zaprezentuję Wam wersji ze słonecznikiem czy cebulki z czosnkiem, ale pojawi się buraczek i pomidory z bazylią. A jak tylko spotkam inne smaki z pewnością kupię zapas!


Dostałąm również owocowe przekąski Buri Beri, a także sezamki, a więc i one będą tutaj zaprezentowane. Dajcie znać, czy też jesteście ciekawi produktów papagrin. 

piątek, 13 maja 2016

RAW ENERGY
APPLE&CINNAMON
 Batony firmy BOMBUS do tej pory były dla mnie nieosiągalne. Raz - brak sklepów w mojej miejscowości w których są one dostępne. Dwa - brak wszystkich rodzajów w naszym kraju.
 Z pomocą przyszedł mi sam producent, który zechciał mi wysłać parę sztuk do spróbowania, a także w celu pokazania ich Wam, tutaj, na blogu.
 Bardzo chciałam spróbować batona, który jest u nas dostępny, który często przewijał mi się na Instagramie, który uwagę przyciąga chyba głównie poprzez swoje fajne, oczodajne, zielone opakowanie. No i ..kto nie lubi tego klasycznego połączenia smaków, jakim jest jabłko i cynamon? Ano właśnie, dlatego zabrałam się za niego niemalże od razu. 
 TUTAJ znajdziecie opis KOKOSOWEJ wersji RAW ENERGY. A dzisiaj, jak już wspominałam: jabłko z cynamonem.

Jak poprzednio, mamy tutaj do czynienia z pięćdziesięcio-gramowym batonem.
 Po otwarciu fajnie czuć cynamon, jabłko chyba mniej. I w smaku również jest mocno cynamonowy. Cynamonowo-daktylowy powiedziałabym. Z bardzo delikatną nutą soku jabłkowego. Przyprawa tutaj jest chyba w duże ilości, gdyż mnie lekko drapało gardło po zjedzeniu batona.
 W konsystencji jest on bardziej lepki niż kokosowy, ale pewnie to dlatego, że ogólnie produkty z kokosem są bardziej 'suche' - wiórki mocno chłoną wilgoć.
Słodziutki i wilgotny - czyli tutaj potwierdza się już reguła batonów typu RAW. Szczerze, to mnie właśnie w nich ujęło. Nigdy jeszcze nie zasłodziłam się batonem bakaliowym. Nawet mimo bardzo słodkich daktyli na pierwszym miejscu w składzie na Waszym miejscu nie obawiałabym się, że Was zasłodzi, że będzie zbyt cukrowy, albo za bardzo krówkowy - bo tak często jest określany smak suszonych daktyli.
Chociaż bardziej smakował mi kokosowy RAW ENERGY BAR, to z wyborem najlepszego wstrzymam się do czasu wypróbowania jak największej ich ilości. Ale póki co firma daje radę, batony są smaczne, a więc tylko czekać na dalsze recenzje i moją opinię. Oczywiście zachęcam Was do kupna i próbowania, dzielenia się wrażeniami ze mną tutaj. Fajnie wiedzieć co inni myślą na temat tego samego produktu :)