niedziela, 26 lutego 2017

Mielone vege!
BeVege
Na Polskim rynku od jakiegoś czasu pojawia się coraz więcej produktów przyjazych wegetarianom, jak i osobom będących na diecie wegańskiej. Przykładem mogą być produkty z Kauflandu - tofu, wegańskie jogurty, wegetariańskie żelki. Niedawno również swoje produkty na rynku rozpowszechnia firma BeVege, która w swojej ofercie ma wiele zamienników mięsa dla wegetarian, a ja dostałam trzy produkty do przetestowania. 
Firma BeVege ma w swojej ofercie produkty, jakich jeszcze na naszym rynku nie było! Wegetariańskie mielone, burito, pasty kanapkowe i pieczone pasztety. Ja najbardziej ciekawa byłam wegetariańskiego mielonego, które zostało zrobione przy użyciu białka jaj oraz białka grochu. 
Mało kto rodzi się wegetarianinem. 
Wegetarianinem się zostaje. To zmiana, która wymaga pewnego wysiłku. Zastanowienia, co i jak jeść. W jaki sposób odejść od mięsa, aby organizm nie potraktował tego jako braku, ale jako dar. Tym cenniejszy, im trwalszy. Marka BeVege powstała po to, by ułatwiać tę zmianę. Bo ona sama też jest zmianą. Zmianą na rynku, na lepsze.
- http://bevege.eu/o-nas/ 
Melone Wege to wyrób homogenizowany, drobno rozdrobniony oraz wyprodukowany z dodatkiem oleju rzepakowego oraz białka grochu.

SKŁAD: woda, olej rośliny rzepakowy, białko grochu, białko jaja w proszku, aromaty, substancja zagęszczająca, przyprawy, maltodekstryna, cukier.

Nie wiem jak powinien się prezentować idealny skład takiego produktu, ale moim zdaniem, prezentuje się przyzwoicie. Ja się tutaj nie zamierzam niczego doczepić. 
 Opakowanie zawiera 250 gramów mielonego. Z wyglądu faktycznie przypomina mięso mielone. Jest jednak w zupełnie innym, jasnym, a wręcz bladym kolorze. Na szczęście nie jest wyglądu prawdziwego mielonego!
 Po otwarciu czuć przyjemny zapach. Ale nie mięsny. Dla mnie jest to zapach pieczonego pasztetu ze strączków, bez wyraźnie wyczuwalnych przypraw. Struktura jest wilgotna, delikatna, lekko lepka i krucha. To sprawia, że fajnie formuje się coś z tego wyrobu bez użycia dodatkowych 'sklejaczy'. 
 Na surowo przyznam, że nie próbowałam. U Ani czytałam, że w smaku jej siostra stwierdziła, że przypomina kurczaka. Nie potwierdzę tego, ponieważ mięsa nie jem już 12 lat, nie pamiętam jak smakuje kurczak, jedynie znam jego zapach. Za mięsem nie tęsknię, nie potrzebuję jego zamienników, ale przyznam, że to świetna opcja na urozmaicenie swojego jadłospisu na diecie wegetariańskiej. Ja zdecydowałam się na przyrządzenie pietruszkowych koletów mielonych w towarzystwie ziemniaczków, sałaty oraz kapusty kiszonej :)
 PRZEPIS na PIETRUSZKOWE, WEGETARIAŃSKIE KOTLECIKI MIELONE:
150 gramów mielonego wege
mały korzeń pietruszki, obrany i starty na drobnych oczkach
mała cebula pokrojona w drobną kostkę(można wcześniej ją podsmażyć)
przyprawy: u mnie łyżeczka suszonej natki pietruszki, ostra papryka, szczypta pieprzy, szczypta soli, odrobina ostrej papryki, kilka kropel sosu teryiaki.

Wszystkie składniki razem mieszamy, formujemy zwilżonymi dłońmi małe kotleciki i smażmy je na oleju kokosowym(bądź innym tłuszczu). U mnie pod przykryciem, na bardziej złoty kolorek.
Takie mielone smakuje niesamowicie. Mielone po usmażeniu nabrało fajnego, słodkiego posmaku. Było bardzo delikatne, fajnie zgrało się z pietruszką. Tak samo jak w przypadku zapachu, tak i w smaku przypominało mi jakiś pieczony, wegetariański pasztecik.
Dla mnie produkt bardzo na +, fajnie smakuje, fajnie i szybko można coś przygotować i mam niesamowitą liczbę pomysłów na wykorzystanie mielonego wege. Tylko produktu mi nie starczy! W moim Netto nie ma, a Auchan nie mam, ale liczę, że z czasem będzie dostępne w tym pierwszym! :)


wtorek, 24 stycznia 2017

PRIMAVIKA
MIX ORZECHOWY crunchy

Masło, masło, nudna się staję, co? Ale cóż poradzę, że na rynku jest ich tak duży wybór, a ja próbuję każdego nowego sprawdzając jego smak i jakość. 
Robiąc zamówienie w jakimś sklepie Internetowym natknęłam się na masło z Primaviki, a właściwie to na mix orzechowy crunchy. Szczerze, to unikam maseł tej firmy. Zawiodłam się na tahini, które było gorzkie i na maśle migdałowym, które smakowało, jakby orzechy użyte do jego produkcji było zjęłczałe. Dlatego masła z nerkowców nie kupiłam, tak jak i masła z orzechów laskowych. Mimo wcześniejszych porażek wrzuciłam ten mały słoiczek do koszyka, na próbę. Dam szanse tej firmie. Ostatnią ;) 

Zacznę od tego, że słoiczek jest bardzo mały. Jego gramatura to zaledwie 185 gramów za cenę około 15 złotych. No, moim zdaniem trochę wygórowana cena, ze względu na skład. A dlaczego? 
SKŁAD: orzeszki arachidowe prażone 49%, orzechy nerkowca smażone 25% (orzechy nerkowca, olej palmowy), migdały prażone 15%, orzechy laskowe prażone 10%, sól morska.

Dlaczego czepiam się tutaj składu? Ponieważ jest w nim olej palmowy. Nigdy nie zrozumiem producentów, którzy do tłuszczu dodają tłuszcz. Po co? Przecież orzechy mają swój naturalny olej i nie potrzebne jest wzbogacanie go o dodatkowy olej palmowy. Ale skład ma również swoje plusy: różnorodność orzechów - fistaszki, nerkowce, migdały i orzechy laskowe. Dodatek soli mi nie przeszkadza, chociaż przyznam, że wolę masła bez jej dodatku. Przyzwyczajenie. 
Po otwarciu słoiczka widać wydzieloną frakcję oleju. Jest jej niewiele, a masa orzechowa jest bardzo zbita. Ciężko było mi wymieszać ten tłuszczyk, gdyż słoik mały i pole manewru było ograniczone. Trochę mi się wylewało i trochę czasu zajęło. Ale z efektu końcowego byłam zadowolona. Chociaż wolę bardziej płynne masła, to z uwagi na to, że to wersja crunchy, odpowiadała mi ta konsystencja. 
Byłam niesamowicie zdziwiona tym, jak dużo kawałków orzechów znajduje się w produkcie. A w dodatku JAK DUŻE one są. Nigdy nie spotkałam się masłem crunchy, gdzie są niezmielone fistaszki, a nie tylko ich drobne kawałki. I nie żartuję, masło miało naprawdę sporo sztuk orzeszków będących w swojej pierwotnej formie, niezmielonej. Poza tym masa innych, mniejsych kawałków orzechów. Osobiście uważam, że takie duże orzeszki w maśle to trochę przesada, bo mam wrażenie, że nie było one odpowiednio długo mielone, ale z drugiej strony, może ktoś inny będzie zachwycony takim rozmiarem i stopniem chrupania :) Np. do owsianki może być taka wersja idealna. 
A przechodząc do końcowej oceny, smaku, chciałabym zaznaczyć, że mimo minusów w składzie i trochę konsystencji, masło jest bardzo smaczne! Tłuste i pozbawione goryczy, którą czułam w innych produktach Primaviki. Poza tym, na plus - mocno wyczuwalne orzechy nerkowca. Naprawdę czuć, że  były one użyte. Fistaszkowe masło nabrało fajnego, maślanego smaku od nerkowców. Migdały i laskowe nie były wyczuwalne tak, jak pozostałe orzechy, ale mimo to, zadowolił mnie poziom wyczuwalności nerkowców i brak jego stłumienia przez arachidy.
To jedyne masło Primaviki(z tych, które miałam okazję jeść), do którym jestem skłonna wrócić. Jest o niebo lepsze od masła NutVit, które było porażką. Ale będę szukać innego mixu, naturalnego, idealnego pod względem składu i konsystencji. 

piątek, 20 stycznia 2017

Witam, witam! 

Kilka dni temu dostałam przemiłą widomość od pewnej firmy, któ®ej produkty już tutaj były recenzowane. Odkąd pierwszy raz kupiłam ten smakołyk w sklepie ze zdrową żywnością w moim mieście - przepadłam. Niestety, ale stacjonarnie juz nie mogę kupić owej rzeczy, gdyż sklepik został zamknięty. Mowa tutaj o produktach GACJANA, czyli producentów chałwy lnianej. Przemili Państwo wraz z Nowym Rokiem złożyli mi życzenia i zaproponowali, że wyślą mi moje ulubione smaki chałwy. Tak się złożyło, że firma GACJANA wypuściła na rynek nową chałwę - z gorzką czekoladą, teoretycznie skierowaną dla dzieci, a więc mój wybór padł na ten wariant. 
 Następnego dnia od otrzymania wiadomości kurier zapukał do moich drzwi z paczką, w której znajdował się przepięknie zapakowany prezent, w którym była chałwa.
Zawartość naprawdę ładnie się prentowała! Byłam bardzo zaskoczona. W środku znajdowały się dwa opakowania chałwy Sezamka oraz Cytrynka.  Opakowania bardzo urocze, kolorowe, z pewnością przykują uwagę nie tylko dzieci, czego jestem doskonałym przykładem.
 W chwili odpakowania paczki niemalże odrazu przystąpiłam do testowania chałwy cytrynowej. Jak już wspominałam, jest to nowość, gdyż to tradycyjnej chałwy lnianej cytrynowej dodano czekoladę. A ja jestem czekolado-holikiem :) Ok, jestem bardziej uzależniona od maseł orzechowych.. :D
 W środku pakowania tradycyjnie - plastikowy pojemniczek wypełniony małymi kostkami chałwy. Tutaj dodatkowo oblane czekoladą. 100 gramów zdrowej słodyczy!
 SKŁAD: żurawina suszona i kandyzowana(żurawina, cukier trzcinowy, koncentrat soku z czarnego bzu), orzechy arachidowe i miazga arachidowa, siemie lniane (11,2%), gorzka czekolada, cytryna. 

Jak na chałwę o smaku cytrynowym, to nie spodziewałam się, że cytryna zajmie ostatnie miejsce w składzie produktu. Pod względem składu, nawa powinna być bardziej związana z żurawiną, czyż nie? :)
 Zapach typowy dla suszonej żurawiny. Słodki, ale z wyczuwalnym zapachem czekolady. Kostki chałwy były wilgotne, czekolada nie rozpuszczała się pod wpływem ciepła dłoni. Na plus - nie obrudzicie się podczas zajadania. Ale jak ze smakiem? 
 Zarówno w składzie, zapachu jak i smaku, główną rolę gra tutaj żurawina. Chałwa jest słodka, ale z wyczuwalną nutą kwasku. Ciężko mi stwierdzić, czy kwaśność ta pochodzi od dodatku cytryny, czy od żurawiny, jednak głównie czuć tutaj słodycz. Dodatkowo jest ona lekko zgaszona przyjemną, idealną warstwą gorzkiej czekolady. Jeżeli nie próbowaliście połączenia żurawiny z czekoladą, to ja serdecznie polecam, gdyż ta kobinacją smaków niesamowicie przypadła mi do gustu! I ta gliniasta konsystencja. Polecam jeść tę chałwę prosto z lodówki! :) Nie mogę się doczekać, aż spróbuję Sezamki, a Ty? :)
Cytrynka podbiła moje kubki smakowe. Cena takiej paczuszki to 10zł. Droższa niż zwykła chałwa lniana mimo tej samej gramatury, ale mamy tutaj dodatek czekolady.

Bardzo dziękuję za ten prezent firmie Gacjana. Zapraszam Was wszystkich na stronę producenta TUTAJ.

Paczuszkę dostałam bezinteresownie od firmy, jednak musiałam podzielić się z Wami moją opinią! :)