środa, 22 listopada 2017

powercrunch
baton proteinowy

Niedawno, po długich namysłach, zdecydowałam się na zakupy w sklepie guiltfree.pl.  Zamówiłam batona, który bardzo mnie intrygował już od długiego czasu, a także proteinowe chipsy ProTings, które jak zobaczycie na stronie - do najtańszych nie należą. Przesyłka mnie zdziwiła, bo mimo trzech paczek chipsów, była mała. Okazało się, że paczki są pogniecione, pozbawione powietrza, chipsy pokruszone. No szczerze? Zawiodłam się trochę na tym sklepie pod tym względem. Ale jak baton? 


A w zasadzie to mamy do czynienia z wafelkiem proteinowym, gdyż tak wskazuje na to jego wygląd, struktura. Ja skusiłam się na smak "cookies&cream". Jest to dość popularna wersja smakowa czekolad i wafli w USA czy w Wielkiej Brytanii.


Moje pierwsze wrażenie po otworzeniu wafla? Biała polewa bardzo uboga, widać prześwitujące, ciemne wafelki. Zapach przyjemny, mleczny, słodki. Ciasteczka oczywiście w zapachu nie były wyczuwalne, ale mleczność - owszem. Do tej kwestii powrócę przy opisie jak wafelek smakuje.


W dotyku, co dziwne, wafelek był dość lepki. Nawet opornie wysuwało się go z opakowania. W przekroju widać ładne, przemieszane ciemnie wafelki z jasnym kremem. Niczym zebra. Dla oka bardzo przyjemne. 
Po wgryzieniu się w naszego delikwenta wyczułam fajną, świeżą chrupkość. Szybko rozpływał się w ustach. Jednak ..białko wyczuwalne już na samym początku. Jasne, w końcu mamy styczność z batonem białkowym, powiecie. Racja, ale tutaj jest to bardzo proszkowy smak, specyficzny dość. Dodatkowo uderza nas duża dawka słodyczy i mam wrażenie, że wafelek w smaku jest nie tyle słodki, co zwyczajnie mdły. Jednak na plus - ciągle wyczuwalna jest mleczna śmietankowość. 


Po pogryzieniu wafla i przełknięciu, poczułam goryczkę. Taki after taste. Jednak zostaje ona szybko przezwyciężona przez słodycz batona, która tutaj króluje. Polecam jednak jeść tego wafelka w towarzystwie wody, bo suszy po nim. Ja konsumowałam w samolocie, wody nie miałam i usychałam z pragnienia :D Ale w przypadku produktów białkowych często zaleca się nawet popijanie dużą ilością płynu. 

Ogólnie? Baton ma plusy za strukturę, za fajną chrupkość, za mleczny smak. Trochę zbyt słodki, mdły, ale poza tym - zjadliwy. Szkoda, że drogi, bo kosztuje koło 10 złotych za 40 gramów. 

Szkoda, że chipsy proteinowe, które kupiłam z myślą o recenzji doszły w stanie, w jakim doszły, ale mam inne chrupacze w zanadrzu do zrecenzowania. 

Poza tym, postanowiłam dodawać posty w każdą środę oraz niedzielę tygodnia. Planuję przebudowę bloga, a także nowe wpisy typu - moje zakupy, ulubieńcy :) 

niedziela, 19 listopada 2017

Chyży Chips
papryka - PanSnack

Ostatnio, TUTAJ, opisywałam Wam przekąskę firmy PanSnack - CHYŻY RYŻ. Dzisiaj przychodzę z kolejną, ryżową alternatywą chrupaczy, a mianowicie Chipsów o smaku paprykowym. 


Chipsy, bo tak mówi na nie producent, wykonane są głównie z pełnoziarnistego, brązowego ryżu. Skład podobny do chyży ryż, gdyż tak samo na pierwszym miejscu mamy ryż, a dalej oliwę, aromaty.  Powinny być cienkie i chrupiące. No, tak zapewnia nas producent. Sprawdźmy! 

Opakowanie zawiera 60 gramów produktu.  Paczka lekka, ale obfita w zawartość. Po otwarciu czuć fajny aromat przypraw. Głównie słonawy. Nie czuję zapachu oleju i smażenia, jak to zwykle bywa w przypadku otworzenia standardowych, ziemniaczanych chipsów.


Nastawiona jestem na odrobinę cieńsze krążki niż w przypadku chyży ryż. A tutaj? Zaskoczenie! Niektóre chipsy były ekstremalnie cieniutkie, chrupiące. Fajnie wypieczone. Mają one różnorodną formę. Tzn. wróć. Wszystkie są cienkie, okrągłe. Niektóre tylko mają wybrzuszenia, a inne są idealnie płaskie. W zasadzie, to tak, jak w standardowych chipsach. One też mają różne formy, prawda? 

A w smaku? Chrupiące, suche, ale nie tak, jak wafle ryżowe. Czuć tutaj lekką tłustość pochodzącą z oliwy z oliwek. Nie ze smażenia, bo chipsy te są pieczone. Słonawe, aromatyczne, z wyczuwalną, paprykową nutą. Niesamowicie mnie wciągnęły, cała paczka poszła za jednym razem. Kilka sztuk zostawiłam sobie jako dodatek do zupy krem - z groszku i brokuła. Powiem Wam, że idealnie się tam wkomponowały te Chipsy.


Mam jeszcze do spróbowania smak serowy. Ale szczerze, to czaję się na te z papryczką chilli i te z solą i pieprzem. To moje ulubione smaki. Może w moim Lewiatanie je dostanę. Wam też polecam poszukać, jeżeli lubicie chrupać :)


środa, 15 listopada 2017

SOLIGRANO
Ziarno pełne słońca

Jakiś czas temu otrzymałam paczkę od firmy Soligrano z ich nowymi, bio-ekspandowanymi ziarnami. 

Do tej pory bardzo często sama kupowałam produkty tej firmy, ale najczęściej był to orkisz albo te z dodatkiem miodu i owoców. Świetnie sprawdzały się jako dodatek do śniadań, jako przekąska, jako dodatek do zup czy do wypieków. Tutaj zwłaszcza chrupiący orkisz. 

"Soligrano to polska marka oferująca produkty ze zbóż ekspandowanych, które spełniają wysokie standardy jakościowe. "

W mojej paczce znalazłam:

  • ekspandowaną quinoę
  • ekspandowaną grykę
  • ekspandowany orkisz
  • ekspandowane jagły 

Szczerze? Poza QUINOĄ, której nie jadłam jeszcze w żadnej postaci - jadłam już wszystkie rodzaje ekspandowanych zbóż. Ale nie w wersji BIO. I wszystkie bardzo lubię. No, poza amarantusem, tego nie lubię i chyba już nie polubię. 


Produkty Soligrano stają się coraz bardziej przystępne. Ostatnio widziałam je bardzo często w Lidl, ba, nawet teraz była tam seria BIO.


A jak ja wykorzystałam moje ziarna? Postanowiłam upiec - ugotować? Ciasto z dodatkiem BIO ekspandowanego orkiszu! Coś na wzór batona 3 bit ale - na budyniu sojowym z dodatkiem miodu i na spodzie z pełnoziarnistych ciastek. 

Co potrzebujecie? 

150 gramów pełnoziarnistych herbatników
400 gramów kajmaku (kupcie taki lepszej jakości, albo zróbcie sami)
750 ml mleka sojowego (ja użyłam niesłodzonego mleka migdałowego)
2 duże opakowania budyniu śmietankowego - niesłodzonego
4-5 łyżek miodu (bądź innego słodzidła. Tutaj możecie dać więcej, jeżeli lubicie bardzo słodkie budynie)
paczka cukru wanilinowego
ekspandowany orkisz - (szklanka, półtorej) na tyle, aby obficie pokryło całą masę budyniową 
kwadratowa blaszka :D


Na spód układamy herbatniki. Następnie podgrzewamy kajmak i równomiernie rozlewamy go po ciastkach. Układamy kolejną warstwę ciastek - na jeszcze ciepłą masę krówkową. Na to wylewamy jeszcze ciepłą masę budyniową (mleko zagotować z cukrem i słodzidłem, do wrzącego dodajemy rozmieszany budyń i energicznie mieszamy, aby nie było grudek, wyłączamy palnik i jeszcze chwilę mieszamy), na ciepły budyń wysypujemy nasze ekspandowane ziarna i po ostudzeniu, wkładamy ciasto na całą noc do lodówki. Następnego dnia - zajadamy! :) 



piątek, 10 listopada 2017

Pralines
Z MASŁEM ORZECHOWYM
Na moim blogu stawiam raczej na recenzowanie produktów nie posiadających całej tablicy Mendelejewa w składzie, mających chociaż w małym stopniu jakieś wartości odżywcze. Takie, które są zdrowsze, lepsze jakościowo, mniej przetworzone. Ale wiadomo, jestem łasuchem, lubię nowości, a kolorowe opakowania i mną czasami zawładną. No, i miłość do masła orzechowego. Bo dzisiaj przetestuję dla Was pralinki, które niedawno były dostępne w Biedronce. Pralinki, które były w wersji z masłem ciasteczkowym i masłem orzechowym.


No tak, oczywiście skusiłam się na wersję z masłem orzechowym. Spodziewałam się, oczywiście, jak chyba każdy - czegoś w rodzaju popularnych reese's cups. A czy moje oczekiwania zostały spełnione?


Skład? Pominę. Jak sięgam po niezdrowe przekąski, nie patrzę na skład. Bo jaki był by w tym sens? :) 
W opakowaniu znajdziemy sporą ilość indywidualnie zapakowanych czekoladek. Ładnie zwanych przez producenta - pralinek. Przy czym każda dostarcza nam około 70 kcal.


Czekoladki składają się z mlecznej czekolady, która otula nadzienie z pasty z orzechów ziemnych. Nie jest to, jak twierdzi producent, masło orzechowe. To pasta, którą uzyskano podczas procesu prażenia orzechów z dodatkiem tłuszczy. 


Wygląd czekoladek przypomina beczułkę. A raczej jej połowę. Pralinki są delikatne, czekolada miękka. Słodka, szybko się rozpływająca. Bardzo słodka i mdła. A nadzienie? No, ja się spodziewałam masła, a mamy tutaj niezbyt trzymającą strukturę pastę. Słodko-słoną, bardzo mało orzechową - moim zdaniem. Może to moje wygórowane wyobrażenia, że będzie to nadzienie ze 100% masłem, haha.


Ogólnie, całościowo, pralinki te mnie rozczarowały. Były mdłe, niestabilne. Przesłodzone. Nie kupiłabym drugi raz(hah, mam dwa opakowania), ale myślę, że je skończę. Cena przystępna, bo za 181 gramów czekoladek płacimy 4.99 zł. Jeżeli jednak Wy chcecie spróbować, są one jeszcze dostępne w niektórych sklepach. Dla mnie - słabo. Lepiej kupić gorzką czekoladę, masło orzechowe bez dodatków i samemu zrobić własne, zdrowsze pralinki :)


poniedziałek, 6 listopada 2017

PANSNACK
Chyży Ryż


 Wraz z reaktywacją bloga, postanowiłam poszukać również nowości na naszym rynku. Chodzi mi raczej o Polskie marki, fajne nuty smakowe, przystępne ceny i ..dostępność w sklepach stacjonarnych. Tak się składa, że każdy z tych warunków spełnia firma PanSnack. Dodatkowo, firma ta zdecydowała się na przesłanie mi paru produktów do przetestowania - dla Was, jak i dla siebie.

"PanSnack to firma, która narodziła się z przekonania, że można zmienić polski rynek słodkich i słonych przekąsek. Grzegorz Heinze i Paweł Krupa, postanowili połączyć siły by razem stworzyć wyjątkową markę, która stanie się synonimem wysokiej jakości i profesjonalizmu obsługi w branży snacków."
-PANSNACK


Ja jestem wielką fanką chrupiących przekąsek. W trasie, podczas przerwy w pracy, między posiłkami, a także jako dodatek do dań głównych. Np. zupy krem. Wafle kukurydziane, albo ryżowe(a zwłaszcza z masłem orzechowym), to moje uzależnienie. Lubię jednak też chipsy i mini wafle ryżowe. Ale ..ich zdrowsza alternatywa? Wzięłam na test Chyży Ryż


Produkty CHYŻY zawierają 50% mniej tłuszczu niż standardowe chipsy ziemniaczane, a chyżość po schrupaniu pochodzi z wartościowych składników:
* brązowy ryż - brak glutenu
* oliwa z oliwek - wartościowy dodatek, nie smażenie
* brak konserwantów

No ale, jak to wygląda w praktyce? Chyży ryż to snacki z ryżu i oliwy z oliwek. Na pierwszy ogień poszła wersja papryka i oliwa z oliwek. W opakowaniu znajduje się 50 gramów produktu. Jak dla mnie - idealna porcja na jedno 'posiedzenie'. 
Snacki składają się z brązowego ryżu pełnoziarnistego(74%), oliwy z oliwek(18%) i mieszanki aromatycznej. 


W środku opakowania znajdziemy sporą ilość małych, brązowo-czerwonawych krążków. Pierwsze, co mnie zdziwiło, to ich grubość. Są naprawdę sporych rozmiarów i zdecydowanie je się je dłużej, niż te standardowe, cienkie chrupki ryżowe.


Smak? Kolejne zaskoczenie. Chociaż tutaj pomieszam smak, z teksturą. Otóż krążki bardzo fajnie chrupią, ale nie są suche jak wafle ryżowe. Są lekko tłustawe i w dotyku, i w smaku. Powiem szczerze, że to jest to przyjemna, delikatna tłustość. Nie zapycha, nie czujemy konieczności popijania już po pierwszym kęsie. Ponadto są słonawe, bardzo delikatnie paprykowe. Głównie wyczułam ryż, oliwę i sól. Ale ogólnie całokształt bardzo przypasował mi do gustu. Moje kubki smakowe już czekają na inne warianty smakowe i inne produkty. 

O, te:
 Firma ma w swojej ofercie również popcorn, croissant z mega nadzieniem, a nawet żelki! 
TUTAJ możecie sprawdzić co i jak! :)

Warto wspomnieć, że PanSnack to firma, która stara się wprowadzać swoje rodukty głównie do sklepów stacjonarnych, do marketów. Moim zdaniem to świetny pomysł, bo ich dostępność będzie znacznie łatwiejsza, a i potencjalni klienci może skuszą się na zdrowszą wersję chipsów, niż te tradycyjne, ziemniaczane i smażone. :)

sobota, 28 października 2017

MUSLI SRDICKA
PRALINKI MUSLI
z dodatkiem kokosa i czekolady
Będąc na zakupach w Auchan, rozglądałam się za batonami oraz jakimiś fajnymi, w miarę zdrowymi przekąskami. Czymś, co można pochrupać solo, w duecie z jogurtem czy jako urozmaicenie porannej owsianki. I tak natnęłam się na pralinki w kształcie serduszek. Wzięłam dwa warianty smakowe - dzisiejszy, z kokosem, i Z CZEKOLADĄ
Te urocze, bo w kształcie serduszek pralinki to nic innego, jak miniaturowe ciasteczka składające się z płatków owsianych, cukru, różnego rodzaju mąk, oliwy z oliwek, oleju kokosowego, wiórek kokosowych i innych składników. Są bogate w błonnik oraz beta-karoten. Producent zaznacza też, że obniżają cholesterol, ale aż tak, to bym w to nie wierzyła ;)
Po otworzeniu opakowania poczułam słodycz oraz kokos. A moim oczom ukazały się równego kształtu i rozmiaru ciastka. A jak w smaku? Świeże, bo fajnie chrupały. Nie były zjełczałe, nie miały kwaskowatego posmaku jak to często mają produkty, zawierające w składzie wiórki kokosowe. Były przyjemnie słodkie, ale nadgorliwie. Czuć było, że zrobione są z płatków owsianych - jeżeli namiętnie jecie owsianki i produkty owsiane, z pewnością wyczujecie tutaj owies.
W tym miejscu powtórzę swoje własne słowa:


Pralinki w smaku - zdały egzamin bo:

- po pierwsze -> chrupią!
- po drugie -> są kakaowe!
- po trzecie -> nie za słodkie!

I mimo, iż wersja z czekoladą smakowała mi bardziej, tak z pewnością wrócę do zakupu tych pralinek. Ich cena  to około 3 złotych za 50 gramów, co w zasadzie jest ceną, moim zdaniem wygórowaną. Trochę dopłacimy, a mamy podobnego rodzaju produkt - granolę owsianą. I również bogatą w owies, cukier i innego rodzaju dodatki. Ale raz na jakiś czas, chociażby do torebki? Fajnie mieć, kupić, spróbować :)

środa, 25 października 2017

Buri Beri
Jabłko/Czarna porzeczka
Lubicie owocowe przekąski? Żelki? Może wersje zdrowsze - sprasowane, suszone owoce? Jeżeli tak, to Buri Beri jest właśnie tego typu przekąską. Jest to nic innego jak mała, owocowa przekąska, która znajduje się w środku tego (moim zdaniem) niesamowicie przykuwającego wzrok opakowania.  To akurat ma w sobie ukryte jabłko w połączeniu z czarną porzeczką.
Zawartość jest niewielka, jednak na zabicie nudy, siedzenie w autobusie czy podczas spaceru fajnie czasami coś żuć w buzi. W środku opakowania znajdziemy kilka listków, bardzo cienkich i z wyczuwalną już po otwarciu nutką kwaskowatości.
Ich struktura jest giętka, delikatna. Nie przypomina żelek, zdecydowanie, ale też nie rozpuszcza się odrazu na języku.
Smak? Kwaskowaty. Zdecydowanie porzeczka zdominowała tutaj jabłko. Bardziej orzeźwiające, niż zaspokajające ochotę na słodkie. Jednym paseczkiem nawet roczne dziecko się nie naje, ale będzie miało fajną frajdę w żuciu, a przy okazji - zdecydowanie zdrowsza to przekąska! Bez dodatku cukru i wszelkiego rodzaju słodzików.
Za paczuszkę, w której znajdziemy tylko 10 gramów produktu, należy zapłacić coś ponad 2 złote. To troszkę wygórowana cena według mnie, bo nie zdążysz poczuć buri beri w żołądku, a snack'a już dawno nie ma! Aczkolwiek fajnie sprawdzi się jako dodatek do śniadań, owsianek w zamian za suszone owoce, jako urozmaicenie :)

wtorek, 17 października 2017

MASŁO ORZECHOWE crunchy
100%
 Masło orzechowe. Miłości moja :) Dzisiaj przychodzę z kolejnym słoikiem masła firmy nutura. Na blogu pojawił się już wpis z kokosową wersją tego smarowidła TUTAJ. Dzisiaj - klasyka wyłania się do testu.
 Masło, jak widać na etykiecie, składa się tylko i wyłącznie z orzechów arachidowych. Jeżeli lubicie masła z dodatkiem soli, cukru, czy z olejem palmowym - nie, nie tutaj. Na szczęście! Słoik mieści w sobie prawie pół kilograma szczęscia. Na wierzchu, po otwarciu widać oddzielający się olej. Dla mnie zawsze jest to dobry znak rozpoznawczy dla naturalnych maseł z orzechów. 
Masło to jest w wersji crunchy, co zapowiada nam, że znajdziemy w nim kawałki orzeszków. Czy tak jest? Czasami producenci zaznaczają, że masło jest crunchy, a w całej zawartości słoika znajdziecie tylko kilka chrupiących elementów. Firma nutura wiedziała, kiedy przestać mielić masło. Ilość i wielkość kawałków orzechów jest tu idealna. Jest ich bardzo dużo, nie są za małe, ani za duże. W przypadku masła od firmy primavika można natknąć się nawet na całego orzecha.. :) Masełko jest słodkie, nie jest mdłe. Zjadłam je w ciągu 3 dni, co świadczy o tym, że trafiło do mnie na listę tych lepszych. Widziałam, że ta firma ma więcej produktów, maseł. Ah, chciałoby się wszystkich spróbować. Zwłaszcza tego z chilli :) 
Teraz chyba nutura ma jakieś nowości w ofercie, batony? Próbowaliście? 
Masło z orzechów włoskich? Laskowych? Ah, rozmarzyłam się smakiem :)

sobota, 14 października 2017

CZARNA
CZYLICHAŁWAChałwa lniana już nie raz pojawiła się na moim blogu. Niedawno opisywałam nowość z oferty producenta, cytrynową chałwę z dodatkiem czekolady. TUTAJ znajdziecie recenzję.  Poza tym na blogu macie jeszcze kilka innych recenzji różnych wariantów smakowych, jakie GACJANA ma w swojej ofercie.

Jak wiecie, miłośniczką chałwy lnianej jestem od dawna! Niestety, nie mogę jej nigdzie dostać stacjonarnie. Pamiętam, jak kupowałam ją w już nieistniejącym sklepie ekologicznym w swojej miejscowości za 5 złotych. 
Czarna: wiórki kokosowe, żurawina suszona i kandyzowana (żurawina, cukier trzcinowy, olej słonecznikowy), orzechy arachidowe i miazga arachidowa, ksylitol, siemię lniane 11,2%, cynamon, przyprawa korzenna.
Kostki i konsystencja czarnej chałwy są identyczne, jak we wcześniej opisywanych wariantach. No, może jest odrobinę bardziej 'sucha'. Podejrzewam, że to za sprawą wiórek kokosowych, które wchłonęły wilgoć suszonych owoców - w tym wypadku żurawiny. I to właśnie smak żurawiny wiedzie tutaj pierwsze skrzypce. Jeżli chodzi o kokos, czuć jego bardzo delikatną, kwaskowatą nutkę. Cynamon jest prawie niewyczuwalny.
Trochę mnie zdziwił brak chilli jako dodatek do produktu. Jeżeli klient chce spróbować chałwy z chilli - dobrze, aby miał tę przyprawę w domu. Mi osobiście nie przypadło to połączenie do gustu. Zdecydowanie wolę chałwę lnianą w jej czystej postaci, fajnie jest czuć ten żurawinowy, kwaskowaty posmak z nutą słodyczy.

Chałwę tę polecam, chociaż może bez dodatku chilli. Albo polecam sięgnąć po zwykłą żurawinową, cytrynową czy którąś z wersji dla dzieci - z czekoladą! :)


Reaktywacja bloga? Tak brakuje mi pisania. Myślę, że wrócę do tego. Jestem w Anglii, mam dostęp do różnego rodzaju fajnych produktów. Gdy wrócę, mogę o nich naskrobać :) Ktoś tęskni? :)

niedziela, 26 lutego 2017

Mielone vege!
BeVege
Na Polskim rynku od jakiegoś czasu pojawia się coraz więcej produktów przyjazych wegetarianom, jak i osobom będących na diecie wegańskiej. Przykładem mogą być produkty z Kauflandu - tofu, wegańskie jogurty, wegetariańskie żelki. Niedawno również swoje produkty na rynku rozpowszechnia firma BeVege, która w swojej ofercie ma wiele zamienników mięsa dla wegetarian, a ja dostałam trzy produkty do przetestowania. 
Firma BeVege ma w swojej ofercie produkty, jakich jeszcze na naszym rynku nie było! Wegetariańskie mielone, burito, pasty kanapkowe i pieczone pasztety. Ja najbardziej ciekawa byłam wegetariańskiego mielonego, które zostało zrobione przy użyciu białka jaj oraz białka grochu. 
Mało kto rodzi się wegetarianinem. 
Wegetarianinem się zostaje. To zmiana, która wymaga pewnego wysiłku. Zastanowienia, co i jak jeść. W jaki sposób odejść od mięsa, aby organizm nie potraktował tego jako braku, ale jako dar. Tym cenniejszy, im trwalszy. Marka BeVege powstała po to, by ułatwiać tę zmianę. Bo ona sama też jest zmianą. Zmianą na rynku, na lepsze.
- http://bevege.eu/o-nas/ 
Melone Wege to wyrób homogenizowany, drobno rozdrobniony oraz wyprodukowany z dodatkiem oleju rzepakowego oraz białka grochu.

SKŁAD: woda, olej rośliny rzepakowy, białko grochu, białko jaja w proszku, aromaty, substancja zagęszczająca, przyprawy, maltodekstryna, cukier.

Nie wiem jak powinien się prezentować idealny skład takiego produktu, ale moim zdaniem, prezentuje się przyzwoicie. Ja się tutaj nie zamierzam niczego doczepić. 
 Opakowanie zawiera 250 gramów mielonego. Z wyglądu faktycznie przypomina mięso mielone. Jest jednak w zupełnie innym, jasnym, a wręcz bladym kolorze. Na szczęście nie jest wyglądu prawdziwego mielonego!
 Po otwarciu czuć przyjemny zapach. Ale nie mięsny. Dla mnie jest to zapach pieczonego pasztetu ze strączków, bez wyraźnie wyczuwalnych przypraw. Struktura jest wilgotna, delikatna, lekko lepka i krucha. To sprawia, że fajnie formuje się coś z tego wyrobu bez użycia dodatkowych 'sklejaczy'. 
 Na surowo przyznam, że nie próbowałam. U Ani czytałam, że w smaku jej siostra stwierdziła, że przypomina kurczaka. Nie potwierdzę tego, ponieważ mięsa nie jem już 12 lat, nie pamiętam jak smakuje kurczak, jedynie znam jego zapach. Za mięsem nie tęsknię, nie potrzebuję jego zamienników, ale przyznam, że to świetna opcja na urozmaicenie swojego jadłospisu na diecie wegetariańskiej. Ja zdecydowałam się na przyrządzenie pietruszkowych koletów mielonych w towarzystwie ziemniaczków, sałaty oraz kapusty kiszonej :)
 PRZEPIS na PIETRUSZKOWE, WEGETARIAŃSKIE KOTLECIKI MIELONE:
150 gramów mielonego wege
mały korzeń pietruszki, obrany i starty na drobnych oczkach
mała cebula pokrojona w drobną kostkę(można wcześniej ją podsmażyć)
przyprawy: u mnie łyżeczka suszonej natki pietruszki, ostra papryka, szczypta pieprzy, szczypta soli, odrobina ostrej papryki, kilka kropel sosu teryiaki.

Wszystkie składniki razem mieszamy, formujemy zwilżonymi dłońmi małe kotleciki i smażmy je na oleju kokosowym(bądź innym tłuszczu). U mnie pod przykryciem, na bardziej złoty kolorek.
Takie mielone smakuje niesamowicie. Mielone po usmażeniu nabrało fajnego, słodkiego posmaku. Było bardzo delikatne, fajnie zgrało się z pietruszką. Tak samo jak w przypadku zapachu, tak i w smaku przypominało mi jakiś pieczony, wegetariański pasztecik.
Dla mnie produkt bardzo na +, fajnie smakuje, fajnie i szybko można coś przygotować i mam niesamowitą liczbę pomysłów na wykorzystanie mielonego wege. Tylko produktu mi nie starczy! W moim Netto nie ma, a Auchan nie mam, ale liczę, że z czasem będzie dostępne w tym pierwszym! :)