sobota, 30 grudnia 2017

KRUKAM
Pasta sezamowa Tahini

Z tahini miałam do czynienia już niejednokrotnie. Testowałam wiele firm, a w tym słynną Primavikę, Ostrovit czy pewną czeską firmę(najlepsze!). Ostatnio robiąc zamówienie w sklepie Krukam, zdecydowałam się na ich pastę sezamową.


Słoik mieści w sobie 300 gramów pasty za cenę 9.99 zł. Moim zdaniem jest to całkiem przystępna cena, jak za tę ilość. Fajne, proste słoiczki. Ładne etykiety, przejrzyste. I skład - 100 % ziarna sezamu. 

Czego ja oczekuję w paście sezamowej? Fajnej, oleistej konsystencji, braku goryczki. Jak firma Krukam sobie z tym poradziła?
Konsystencja bardzo na plus! Nie było nadto oddzielonego oleju, przez co bardzo szybko i łatwo wymieszałam produkt. Fajnie spływa z noża/łyżeczki. Ma jednolitą konsystencję i jasny kolor. Póki co, wszystko na plus. A co jest najważniejsze? Oczywiście, smak :)


Tutaj niestety, ale o ile konsystencja idealna, tak smak - gorzka, bardzo gorzka pasta. Miałam wrażenie jakby była zjełczała, smakowała niczym cement i piasek z dodatkiem wilgoci. Naprawdę, jakby zawartość słoika była zepsuta. Po zjedzeniu zostawał również mocno gorzkawy posmak. Nie wiem, być może nawet z odrobiną pleśni? 


Czy Wy również mieliście złe doświadczenia z pastą sezamową tej firmy? U mnie bardzo fajnie sprawdza się masło z orzechów laskowych, a więc zamawiając zapas, skusiłam się na tahini i tutaj wielkie rozczarowanie. Dodatkowo, w tej przesyłce miałam również kupione masło migdałowe, z którym też mam małe problemy. 

Podzielcie się ze mną proszę Waszymi odczuciami z produktami firmy Krukam! :) Może to mi się trafiły wadliwe słoiki. Ten niestety, wylądował w koszu na śmieci. 

piątek, 29 grudnia 2017

POPCORN mushroom-shaped
MATURED CHEDDAR AND JALAPENO

Jestem osobą, która zalicza się do chrupaczy. Uwielbiam wszelkiego rodzaju słone przekąski, chociaż do najzdrowszych nie należą. Tak czy inaczej - ciągle szukam czegoś nowego. I w ten sposób znalazłam nowość, a mianowicie popcorn o smaku sera cheddar oraz papryczki jalapeno. Dostępne w Netto podczas akcji promocyjnej firmy Premieur. 


Gramatura opakowania to 75 gramów popcornu. Szczerze, to wydaje się znacznie więcej. Paczka jest spora, ale wiadomo, popcorn to 'lekka' przekąska. 

SKŁAD: 62% prażone ziarno kukurydzy, olej słonecznikowy, 11% ser Cheddar dojrzewający w proszku (mleko), sól, słodka serwatka w proszku (z mleka), maltodekstryna, skrobia modyfikowana kukurydziana, 0,5% ekstrakt z papryki jalapeno.  

Skład nie jest idealny, mamy tutaj skrobie, serwatkę, sól, olej, ale moim zdaniem i tak jest to znacznie lepsza alternatywa dla tradycyjnych chipsów czy słonych krakersów. Nawet zdrowsze niż niejedne batony musli czy ciastka owsiane. Ja osobiście wolę sięgać po takie przekąski.Chociaż wiadomo, że popcorn to najlepiej samemu zrobić, na oleju kokosowym.
Ale jak to smakuje? Popcorn z paczki? Czy nie będzie czerstwy, gumowy? Słony? Tłusty?


Po otworzeniu paczki poczułam intensywny zapach sera. Trochę tłustawy i lekko piekący w nos. Serowy, ale po zapachu poczułam, że również może być to coś ostrego. 
Popcorn ma fajny kształt. Zbliżone do siebie kształtem okrągłe 'kulki'. W końcu podobno w kształcie grzybków? W zasadzie coś w tym jest, przypomina takie małe pieczarki, albo móżdżki :)


Konsystencja? Fajnie chrupie, świeżo. Nie jest to zwietrzały produkt, popcorn zdecydowanie nie jest gumowy, nie skrzypi między zębami. W smaku? Pierwsze co czuję -> serowy smak. Intensywny! Po pierwszym kęsie nie czuję nic ostrego. Ale już następne ziarna i ..pali! Okazuje się, że te 0,5% ekstraktu z papryczki jalapeno jest bardzo mocno wyczuwalne. Po zjedzeniu połowy paczki moje usta płonęły, były całe czerwone. A co kilka kęsów musiałam popijać wodą. Ja bardzo lubię ostre smaki, a więc ten popcorn skradł moje podniebienie. Już kupiłam kolejne opakowania! :) Świetnie sprawdziło się połączenie sera oraz ostrej papryczki. To zdecydowanie mój smak. I ta intensywność, głębia smaku!


Paczka tego popcornu to około 4 złotych. Dostępne są również inne smaki np. kozi ser i czarny pieprz. Chyba muszę również kupić i spróbować. Szukajcie tego popcornu w swoich Netto, polecam, zwłaszcza teraz, przed Sylwestrem :)

sobota, 23 grudnia 2017

Snack a Jacks
Sweet Chilli


Będąc w Anglii, jako fanka wszelkiego rodzaju chrupaczy - szukałam ciągle nowych przekąsek, aby móc sobie po nocach coś chrupnąć. Tak pewnego razu natrafiłam na dużą paczkę ryżowo-kukurydzianych chrupek o smaku Sweet Chilli firmy Snack a Jacks. Były oczywiście jeszcze inne smaki np. sól i ocet albo karmelowe. Ja jednak zawsze w pierwszej kolejności wybieram paprykę albo ser! :)


Ha! Wyśmiejecie mnie, bo powiedziałam, że napotkałam duże paczki, a na zdjęciach widnieje mała, 22 gramowa paczka chrupaczy. Tak, bo w Wielkiej Brytani większość chrupek, chipsów czy nawet niektóre ciastka/krakersy, są sprzedawane jako multipaki. Zazwyczaj w takiej dużej paczce mieści się około 6 małych paczuszek. 

Ale wracając. Czym dokładnie są Snack a Jacks? Są to ryżowo-kukyrdziane krążki, coś na wzór naszych Pop Cool Chips od Sonko. Jednak na opakowaniu producent zaznacza, że przekąska ta produkowana jest z dodatkiem cukru i słodzika(aspartam). 

Paczuszka to idealna porcja 'na raz'. Zawiera 22 gramy i dostarcza zaledwie 91 kcal. A jak smak i struktura? Zacznę od tego, że chrupią fajnie. Jednak zdecydowanie bliżej im w konsystencji do ryżowych przekąsek, aniżeli kukurydzianych. Są chrupkie, świeże, ale lekko tępe. Mają nierównomierne kształty, są miejscami grubsze bądź cieńsze. A jak smak? No, sweet chilli to niestety, ale ja tutaj nie wyczułam. Ba, nawet papryki samej w sobie nie poczułam. Jedynie słodko-słony posmak. Ale bardzo delikatny.. Poza tym po zjedzeniu w ustach pozostaje dziwny, tłustawy posmak. Ja osobiście się zawiodłam. Jeżeli w ogóle chodzi o paprykowe przekąski w Anglii, to muszę Wam powiedzieć, że są one smakowo na niskim poziomie. Nasze paprykowe snacki są zdecydowanie bardziej paprykowe, bardziej słone, a mniej słodkie, co w przypadku słonych przekąsek bardziej trafia w moje gusta.


Te chrupki w wersji sól i ocet bardziej przypadły mi do gustu, bo miały więcej aromatu/smaku. Jesteście też ich ciekawi? :) 


piątek, 22 grudnia 2017

Finello
DELIKATNY JĘCZMIEŃ I NIEŚMIAŁY GROSZEK
Z MARCHEWKĄ

Cześć! Jak tam przygotowania do świąt? Wpadliście w szał pieczenia, gotowania i pakowania prezentów? 

Ja dzisiaj Wam przedstawię może fajną propozycję jako dodatek do prezentu dla bliskiej osoby?
Produkty Soligrano są napweno Wam znane. Preparowany owies, quinoa, gryka, amarantus. Zboża w miodzie z dodatkiem liofilizowanych owoców. A teraz jeszcze wyszła nowość, posypki! Wytrawne wersje ekspandowanych ziaren z ciekawymi dodatkami w postaci warzyw. U mnie dzisiaj wersja z groszkiem i marchewką. 

Szczerze? Na te zboża trafiłam w sklepie, a jakiś czas później dostałam świąteczną paczuszkę od firmy Soligrano, gdzie znalazłam więcej wersji smakowych tychże posypek! Ba, nawet małe wersje, słodkie, śniadaniowe. Pochwalę się nimi niedługo, bo opakowania i sam pomysł - genialne! 

DZIĘKUJĘ, SOLIGRANO! 


Ok, wróćmy do Finello. Chociaż na oficjalnej stronie Soligrano widzę, że seria ta nosi nazwę l'Apetite. Troszkę nie rozumiem, dlaczego ten sam produkt, który ja mam, nosi nazwę Finello.

SKŁAD: jęczmień ekspandowany (82%), groszek zielony liofilizowany (9%), marchew liofilizowana (9%).

Gramatura opakowania to idealna porcja na jednorazowe wykorzystanie. Zaledwie 35 gramów. No, chociaż i z uwagi na lekkość produktu, zawartość jest całkiem pokaźna i spora.


Osobiście, bardzo byłam ciekawa połączenia jęczmienia, groszku (liofilizowanego! nigdy nie widziałam groszku w takiej postaci) i marchewki. Bo tylko to mamy w składzie.

I jak? Zapach typowo zbożowy, jak dla tego typu dmuchańców. Produkt świeży, idealnie chrupki, pozbawiony jakiejkolwiek wilgoci. A liofilizowany groszek? Obłęd! Naprawdę, nie sądziłam, że tak posmakuje mi on w tej odsłonie. Razem z marchewką całość nadała fajnego, słodkiego posmaku. Świetnie taka mieszanka komponuje się z jogurtem naturalnym, ale także jako dodatek do sałatki. Ja oczywiście również użyłam tej mieszanki do zupy krem z groszku i brokuła, bardzo polecam!


Dodatkowo zobaczcie, jak fajnie i kolorowo komponuje się ta posypka! Jestem ciekawa innych wersji - rozkosznej pszenicy z południową oliwką i pomidorami. Jak to brzmi! :) Oraz wersji śniadaniowych.

Jedliście? :) Widzieliście na sklepowych półkach? Ja dorwałam tę posypkę w Lewiatanie :)

piątek, 15 grudnia 2017

Grześki
cukierki w czekoladzie
Goplana

Witam serdecznie, znowu, po krótkiej przerwie. Wyjazd i brak czasu uniemożliwiły mi publikowanie postów. Ale jestem. Ja i masa nowości, z zagranicy, jak z Polski. Pierwsze dni z powrotem, pierwsze zakupy w ulubionej Biedronce (:D) i już napotkałam się na produkt, któy odrazu trafił w moje ręce. A mowa o cukierkach Grześki. Znacie te kultowe wafelki, prawda? Ja od dziecka uważam je za moje ulubione. Nie ma na naszym rynku żadnego wafla, którego czekolada byłaby tak wyróżniająca się, jak ta w Grześkach. A co Goplana nam proponuje jeszcze? Cukierki, w czekoladzie! Grześkowe! :) Ciekawi, jak smakują, jak się prezentują, jaką mają konsystencję? 


Otóż zacznę od tego, że składu Wam nie podam, na papierku on nie występuje. Kaloryczność także, ale kto patrzy na kalorykę :) 


Cukierki są sporych rozmiarów, są ciężkie. Ich opakowanie jest w tej samej barwie, co klasyczne, czekoladowe Grześki. Czcionka, napis - również ten sam. Cieszę się, że w klasyce pozostali. 


Odwijając papierek pierwsze co zrobiłam, to wąchałam. Dla mnie Grześki mają jedyny, specyficzny zapach. I ..cukierek miał identyczny! Jakbym miała zamknięte oczy, to z pewnością bym odgadła, z jakim produktem mam do czynienia. Fajny, czekoladowy zapach z lekką goryczką. No, zapach Grześka. 


Cukierek był sporych rozmiarów. W mojej wyobraźni przekrój wyglądał iście wafelkowo. Przełożone kremem cienkie wafle oblane Grześkową czekoladą. Też tak sobie to wyobrażacie? :)


Nic bardziej mylnego. Przekrojony cukierek wyglądał coś jak Michałki duo. Jego wnętrze podzielone zostało na dwie warstwy. Jasną i ciemną. Konsystencja też porównywalna do wcześniej wymienionych cukierków, jednak w moich odczuciach - bardziej krucha, sucha(?).
W smaku nie odczułam jakiejś różnicy między nimi. Co dziwne, naprawdę cukierki smakowały jak wafelek. Może pozostawiały taki dziwny, tłustawy posmak. Ale ogólnie? Moim zdaniem smaczne, bo bardzo przypominają produkt, z jakim mi się kojarzą. 

A Wy? Dorwaliście? Spróbowane? Jaką macie opinię na temat tego czekoladowego cukierka? 

niedziela, 3 grudnia 2017

Chrupany
Słonecznik w kruchej skorupce - PanSnack

Witam, witam! Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym produktem firmy PanSnack. Tym razem - odbiegamy od ryżowych przekąsek. Jednak fajni chrupiących dodatków niech się nie załamują. Znowu będzie co chrupnąć.


Słonecznik w kruchej skorupce, czyli CHRUPANY, to nic innego jak ziarna słonecznika, które zostały poddane procesowi prażenia i uzyskały aromatyczną, kruchą skorupkę. Opakowanie jest z pozoru małe, ale ma 70 gramów uprażonych ziarenek. 

Warianty smakowe. Tutaj firma nie daje nam wyboru. Ale można zamiast słonecznika zdecydować się na inne warianty Chrupanego 
  • Chrupany Zmixowany (mieszanka prażonych orzechów ziemnych, orzszka w skorupce, prażonej kukurydzy i cieciorki)
  • Orzeszek w kruchej skorupce
  • Orzeszek w kruchej skorupce na słodko

Skład jest moim zdaniem trochę długi. Wiadomo, że nasiona prażone, w skorupce, nie należą do najzdrowszych, ale za to przyznajcie, każdy lubi od czasu do czasu pochrupać coś, co ma bardziej intensywny smak. 


A smak Chrupanego? Zapach? Zapach jest mocno słonecznikowy, ale czuć tutaj już również oleistość. Chociaż słonecznik jest obdarowany mieszanką przypraw, to nie zakłóca ona klasycznego smaku tego nasiona. Zapewniam Was, każdy by z zamkniętymi oczami wyczuł, że to słonecznik mimo, że poddany został prażeniu i posiada skrobiową skorupkę. Szczerze? Nigdy wcześniej nie jadłam słonecznika w skorupce, tylko głównie orzeszki. Lubię, ale częściej jednak sięgam po masło orzechowe. Obsesja :) 


Tutaj zaskoczył mnie intensywny, fajnie doprawiony produkt. Malutkie ziarenka, intensywnie żółte, ekstremalnie chrupiące. Solo można wcinać bez problemu - tylko radzę uważać, małe te ziarenka i łatwo skończyć całą paczkę szukając jeszcze reszty. Ale według mnie to jeden z lepszych dodatków do zup typu krem czy do sałatek - ze względu na ich fajny smak i ze względu na świetną chrupkość. Ja nawet dodałam je sobie do serka wiejskiego!


Tak mnie ciekawi, jak często sięgacie po prażone w skorupkach ziarna, orzechy? Do czego dodajecie? Czy lubicie wcinać je przed ulubionym filmem/serialnem, a może ..pisząc bloga? :) 

środa, 29 listopada 2017

 Ou Yes!
cebula & śmietana

 Będąc dzieckiem miałam niezłą zajawkę na bardzo słoną, chrupiącą przekąskę - bake rolls'y o smaku pizzy. Od pewnego czasu, dłuższego w zasadzie, już po nie nie sięgam. Zawładnęły mną ryżowe chrupacze i ..odrobinę delikatniejsze. PanSnack ma w swojej ofercie pieczone talarki w kilku smakach: serowe, cebula i śmietana, czosnek i śmietana. Ja na pierwszy ogień wzięłam właśnie smak cebulki i śmietany. 


Opakowanie zawiera 75 gramów talarków. Na obrazku widzimy sporych rozmiarów, mocno wypieczone krążki. I takiego widoku się spodziewałam. Po otwarciu nie czuję żadnego mocnego, specyficznego zapachu. Widzę małe, cieniutkie krążki chleba. Raczej zbliżonych rozmiarów. Niektóre posiadały dziurkę po środku, inne nie. Pierwsza myśl 'myślałam, że będą większe!'. Ale ta ich mikroskopijność bardzo mi się spodobała. 


Suche, fajnie wypieczone. Lekko blade, jednak krawędzie fajnie przypieczone. Nie są tłuste i na palcach nie zostaje ani tłuszcz - ani przyprawy. Idealnie chrupiące, ale ..no cóż, brakowało mi tu bardziej intensywnego smaku. Słabo wyczuwalna nuta smakowa. Szkoda, bo produkt naprawdę fajnie wykonany, wykończony. Tylko albo ja za bardzo lubię intensywne smaki, dużo przypraw, albo faktycznie - czegoś tutaj zabrakło? 


Ciekawi mnie, czy pozostałe smaki będą bardziej aromatyczne. Mam jeszcze dwa do przetestowania. A może ktoś z Was miał okazję już jeść? Podzielcie się wrażeniami. Albo ..który wariant smakowy chcielibyście zobaczyć na blogu jako pierwszy? Chętnie dostosuję wpis do Waszych preferencji.

A tymczasem, zajrzyjcie na stronę producenta i może wpadnie Wam coś w oko, co macie w okolicznych sklepach :) PANSNACK

niedziela, 26 listopada 2017

 Day Up
+ Pearls

O ile się nie mylę, to desery Day Up są już od dłuższego czasu na rynku. Szczerze? Nigdy żadnych nie próbowałam, jakoś mnie nie ciągnęło. A więc co się zmieniło, że wzięłam na próbę tę nowość? Fajny design, wiadomość, że jest to produkt wegański, a w dodatku z kakao i tapioką, której nigdy nie miałam okazji jeść. 

Już następnego dnia, z rana, zabrałam się za konsumpcję tego deseru. Wersja smakowa, jaką wybrałam, to jabłko, banan, morela, kokos. No i oczywiście dodatek tapioki i kakao. 


Produkt ma fajną gramaturę na małą przekąskę - zaledwie 100 gramów. I ta gramatura dostarcza nam 127 kcal.

SKŁAD: puree owocowe 76.5% (jabłko 29.5%; banan 26%; morela 21%),mleczko kokosowe 16% (ekstrakt kokosa 80%; woda 20%), perły tapioki 4%, wiórki kokosowe 2%, odtłuszczone kakao 1.5%.

BEZ DODATKU CUKRU! :)

Po otworzeniu tubki czuję bardzo delikatny, kakaowo bananowy zapach. Pierwsza próba deseru nastąpiła prosto z tubki. Wyczułam fajną, delikatną tłustość, która z moich wniosków wynika z mleczka kokosowego. Następnie wyczuwalna nuta banana i oczywiście, dominujące kakao, które mimo wszystko, w składzie jest na końcu. 

Przy konsumpcji poczułam, że deser nie jest gładki i typowo 'musowy'. Ma wyczuwalne kulki - tapioki. I ja mimo, że żadnych grudek w spożywanych produktach nie lubię, tak tutaj mi to pasowało i przyjemnie się te kuleczki jadło. Następnie zdecydowałam się przyjrzeć deserowi, jego konsystencji.

Przepraszam za zdjęcia, może produkt 'od środka' już nie prezentuje się tak zachęcająco, ale lubię Wam pokazywać wnętrza opakowań. 


Kolor wyraźnie brązowy z widocznymi (chyba), drobinkami niewymieszanego kakao. Również widać przeźroczyste kuleczki tapioki. Deser jest bardzo gęsty, pozostaje w postaci, w jakiej się go wyciśnie. Przyjemny, tłusty. Słodki od naturalnych owoców - banana, moreli, jabłka (ono w smaku nie jest moim zdaniem wyczuwalne:)). 

Ogólnie nie jadłam nigdy żadnego musu, który miałby tak stałą konsystencję. Jego gęstość mnie zszokowała na plus. Całość mi smakowała bardzo. Pisałam, że zabrałam się za test rano, bo ten deser posłużył mi jako dodatek na mojego porannego omleta.

Day Up + Pearls był dostępny w Biedronce. Nie pamiętam ceny, ale chyba coś koło 3 złotych. Polecam spróbować. Ja się chyba skuszę na inne smaki :) 

środa, 22 listopada 2017

powercrunch
baton proteinowy

Niedawno, po długich namysłach, zdecydowałam się na zakupy w sklepie guiltfree.pl.  Zamówiłam batona, który bardzo mnie intrygował już od długiego czasu, a także proteinowe chipsy ProTings, które jak zobaczycie na stronie - do najtańszych nie należą. Przesyłka mnie zdziwiła, bo mimo trzech paczek chipsów, była mała. Okazało się, że paczki są pogniecione, pozbawione powietrza, chipsy pokruszone. No szczerze? Zawiodłam się trochę na tym sklepie pod tym względem. Ale jak baton? 


A w zasadzie to mamy do czynienia z wafelkiem proteinowym, gdyż tak wskazuje na to jego wygląd, struktura. Ja skusiłam się na smak "cookies&cream". Jest to dość popularna wersja smakowa czekolad i wafli w USA czy w Wielkiej Brytanii.


Moje pierwsze wrażenie po otworzeniu wafla? Biała polewa bardzo uboga, widać prześwitujące, ciemne wafelki. Zapach przyjemny, mleczny, słodki. Ciasteczka oczywiście w zapachu nie były wyczuwalne, ale mleczność - owszem. Do tej kwestii powrócę przy opisie jak wafelek smakuje.


W dotyku, co dziwne, wafelek był dość lepki. Nawet opornie wysuwało się go z opakowania. W przekroju widać ładne, przemieszane ciemnie wafelki z jasnym kremem. Niczym zebra. Dla oka bardzo przyjemne. 
Po wgryzieniu się w naszego delikwenta wyczułam fajną, świeżą chrupkość. Szybko rozpływał się w ustach. Jednak ..białko wyczuwalne już na samym początku. Jasne, w końcu mamy styczność z batonem białkowym, powiecie. Racja, ale tutaj jest to bardzo proszkowy smak, specyficzny dość. Dodatkowo uderza nas duża dawka słodyczy i mam wrażenie, że wafelek w smaku jest nie tyle słodki, co zwyczajnie mdły. Jednak na plus - ciągle wyczuwalna jest mleczna śmietankowość. 


Po pogryzieniu wafla i przełknięciu, poczułam goryczkę. Taki after taste. Jednak zostaje ona szybko przezwyciężona przez słodycz batona, która tutaj króluje. Polecam jednak jeść tego wafelka w towarzystwie wody, bo suszy po nim. Ja konsumowałam w samolocie, wody nie miałam i usychałam z pragnienia :D Ale w przypadku produktów białkowych często zaleca się nawet popijanie dużą ilością płynu. 

Ogólnie? Baton ma plusy za strukturę, za fajną chrupkość, za mleczny smak. Trochę zbyt słodki, mdły, ale poza tym - zjadliwy. Szkoda, że drogi, bo kosztuje koło 10 złotych za 40 gramów. 

Szkoda, że chipsy proteinowe, które kupiłam z myślą o recenzji doszły w stanie, w jakim doszły, ale mam inne chrupacze w zanadrzu do zrecenzowania. 

Poza tym, postanowiłam dodawać posty w każdą środę oraz niedzielę tygodnia. Planuję przebudowę bloga, a także nowe wpisy typu - moje zakupy, ulubieńcy :) 

niedziela, 19 listopada 2017

Chyży Chips
papryka - PanSnack

Ostatnio, TUTAJ, opisywałam Wam przekąskę firmy PanSnack - CHYŻY RYŻ. Dzisiaj przychodzę z kolejną, ryżową alternatywą chrupaczy, a mianowicie Chipsów o smaku paprykowym. 


Chipsy, bo tak mówi na nie producent, wykonane są głównie z pełnoziarnistego, brązowego ryżu. Skład podobny do chyży ryż, gdyż tak samo na pierwszym miejscu mamy ryż, a dalej oliwę, aromaty.  Powinny być cienkie i chrupiące. No, tak zapewnia nas producent. Sprawdźmy! 

Opakowanie zawiera 60 gramów produktu.  Paczka lekka, ale obfita w zawartość. Po otwarciu czuć fajny aromat przypraw. Głównie słonawy. Nie czuję zapachu oleju i smażenia, jak to zwykle bywa w przypadku otworzenia standardowych, ziemniaczanych chipsów.


Nastawiona jestem na odrobinę cieńsze krążki niż w przypadku chyży ryż. A tutaj? Zaskoczenie! Niektóre chipsy były ekstremalnie cieniutkie, chrupiące. Fajnie wypieczone. Mają one różnorodną formę. Tzn. wróć. Wszystkie są cienkie, okrągłe. Niektóre tylko mają wybrzuszenia, a inne są idealnie płaskie. W zasadzie, to tak, jak w standardowych chipsach. One też mają różne formy, prawda? 

A w smaku? Chrupiące, suche, ale nie tak, jak wafle ryżowe. Czuć tutaj lekką tłustość pochodzącą z oliwy z oliwek. Nie ze smażenia, bo chipsy te są pieczone. Słonawe, aromatyczne, z wyczuwalną, paprykową nutą. Niesamowicie mnie wciągnęły, cała paczka poszła za jednym razem. Kilka sztuk zostawiłam sobie jako dodatek do zupy krem - z groszku i brokuła. Powiem Wam, że idealnie się tam wkomponowały te Chipsy.


Mam jeszcze do spróbowania smak serowy. Ale szczerze, to czaję się na te z papryczką chilli i te z solą i pieprzem. To moje ulubione smaki. Może w moim Lewiatanie je dostanę. Wam też polecam poszukać, jeżeli lubicie chrupać :)


środa, 15 listopada 2017

SOLIGRANO
Ziarno pełne słońca

Jakiś czas temu otrzymałam paczkę od firmy Soligrano z ich nowymi, bio-ekspandowanymi ziarnami. 

Do tej pory bardzo często sama kupowałam produkty tej firmy, ale najczęściej był to orkisz albo te z dodatkiem miodu i owoców. Świetnie sprawdzały się jako dodatek do śniadań, jako przekąska, jako dodatek do zup czy do wypieków. Tutaj zwłaszcza chrupiący orkisz. 

"Soligrano to polska marka oferująca produkty ze zbóż ekspandowanych, które spełniają wysokie standardy jakościowe. "

W mojej paczce znalazłam:

  • ekspandowaną quinoę
  • ekspandowaną grykę
  • ekspandowany orkisz
  • ekspandowane jagły 

Szczerze? Poza QUINOĄ, której nie jadłam jeszcze w żadnej postaci - jadłam już wszystkie rodzaje ekspandowanych zbóż. Ale nie w wersji BIO. I wszystkie bardzo lubię. No, poza amarantusem, tego nie lubię i chyba już nie polubię. 


Produkty Soligrano stają się coraz bardziej przystępne. Ostatnio widziałam je bardzo często w Lidl, ba, nawet teraz była tam seria BIO.


A jak ja wykorzystałam moje ziarna? Postanowiłam upiec - ugotować? Ciasto z dodatkiem BIO ekspandowanego orkiszu! Coś na wzór batona 3 bit ale - na budyniu sojowym z dodatkiem miodu i na spodzie z pełnoziarnistych ciastek. 

Co potrzebujecie? 

150 gramów pełnoziarnistych herbatników
400 gramów kajmaku (kupcie taki lepszej jakości, albo zróbcie sami)
750 ml mleka sojowego (ja użyłam niesłodzonego mleka migdałowego)
2 duże opakowania budyniu śmietankowego - niesłodzonego
4-5 łyżek miodu (bądź innego słodzidła. Tutaj możecie dać więcej, jeżeli lubicie bardzo słodkie budynie)
paczka cukru wanilinowego
ekspandowany orkisz - (szklanka, półtorej) na tyle, aby obficie pokryło całą masę budyniową 
kwadratowa blaszka :D


Na spód układamy herbatniki. Następnie podgrzewamy kajmak i równomiernie rozlewamy go po ciastkach. Układamy kolejną warstwę ciastek - na jeszcze ciepłą masę krówkową. Na to wylewamy jeszcze ciepłą masę budyniową (mleko zagotować z cukrem i słodzidłem, do wrzącego dodajemy rozmieszany budyń i energicznie mieszamy, aby nie było grudek, wyłączamy palnik i jeszcze chwilę mieszamy), na ciepły budyń wysypujemy nasze ekspandowane ziarna i po ostudzeniu, wkładamy ciasto na całą noc do lodówki. Następnego dnia - zajadamy! :) 



piątek, 10 listopada 2017

Pralines
Z MASŁEM ORZECHOWYM
Na moim blogu stawiam raczej na recenzowanie produktów nie posiadających całej tablicy Mendelejewa w składzie, mających chociaż w małym stopniu jakieś wartości odżywcze. Takie, które są zdrowsze, lepsze jakościowo, mniej przetworzone. Ale wiadomo, jestem łasuchem, lubię nowości, a kolorowe opakowania i mną czasami zawładną. No, i miłość do masła orzechowego. Bo dzisiaj przetestuję dla Was pralinki, które niedawno były dostępne w Biedronce. Pralinki, które były w wersji z masłem ciasteczkowym i masłem orzechowym.


No tak, oczywiście skusiłam się na wersję z masłem orzechowym. Spodziewałam się, oczywiście, jak chyba każdy - czegoś w rodzaju popularnych reese's cups. A czy moje oczekiwania zostały spełnione?


Skład? Pominę. Jak sięgam po niezdrowe przekąski, nie patrzę na skład. Bo jaki był by w tym sens? :) 
W opakowaniu znajdziemy sporą ilość indywidualnie zapakowanych czekoladek. Ładnie zwanych przez producenta - pralinek. Przy czym każda dostarcza nam około 70 kcal.


Czekoladki składają się z mlecznej czekolady, która otula nadzienie z pasty z orzechów ziemnych. Nie jest to, jak twierdzi producent, masło orzechowe. To pasta, którą uzyskano podczas procesu prażenia orzechów z dodatkiem tłuszczy. 


Wygląd czekoladek przypomina beczułkę. A raczej jej połowę. Pralinki są delikatne, czekolada miękka. Słodka, szybko się rozpływająca. Bardzo słodka i mdła. A nadzienie? No, ja się spodziewałam masła, a mamy tutaj niezbyt trzymającą strukturę pastę. Słodko-słoną, bardzo mało orzechową - moim zdaniem. Może to moje wygórowane wyobrażenia, że będzie to nadzienie ze 100% masłem, haha.


Ogólnie, całościowo, pralinki te mnie rozczarowały. Były mdłe, niestabilne. Przesłodzone. Nie kupiłabym drugi raz(hah, mam dwa opakowania), ale myślę, że je skończę. Cena przystępna, bo za 181 gramów czekoladek płacimy 4.99 zł. Jeżeli jednak Wy chcecie spróbować, są one jeszcze dostępne w niektórych sklepach. Dla mnie - słabo. Lepiej kupić gorzką czekoladę, masło orzechowe bez dodatków i samemu zrobić własne, zdrowsze pralinki :)